MENU

Czy autoagresję można zrozumieć?

Pytanie krąży mi po głowie, od kiedy zobaczyłam statystyki dotyczące autoagresywnych zachowań. W populacji ogólnej występowanie skłonności do samouszkodzeń ocenia się na 4%. Prawdopodobnie więc w moim otoczeniu jest kilka osób, które dokonują aktów autoagresji. Tylko ja nie mam o tym pojęcia.

Znam mnóstwo ludzi z różnego rodzaju zaburzeniami. W moim środowisku nie należą one do tematów tabu, ale o autoagresji dalej się nie mówi. Jak się okazuje, są dwie przyczyny tego milczenia. Po pierwsze, samouszkadzanie zazwyczaj nie jest wołaniem o pomoc. Po drugie, większość ludzi nadal nie chce i nie potrafi zrozumieć zachowań mających uszkodzić ciało danej osoby.

Wszyscy jesteśmy autoagresywni

Po części każdy z nas ma tenencję do autodestrukcji. Do zachowań autoagresywnych zaliczamy tak wiele schematów, że każdy znajdzie w nich odrobinę siebie.

Sama autoagresja może być bezpośrednia- wyrządzamy szkodę sobie- lub pośrednia- prowokujemy do tego innych. Niektóre zachowania, jak samobójstwa, mają odebrać nam życie. Inne- przywrócić je do porządku. Niektóre są bezpośrednie w sensie automatycznej i pewnej konsekwencji działania. A dla części wyniszczenie to tylko skutek uboczny. Anoreksja, ryzykowne zachowania czy uzależnienia zaliczają się do drugiej grupy i wiele z nich jest przez społeczeństwo uważanych za naturalne.

Ja pisząc ?autoagresja?, będę miała na myśli zachowanie, które określa się terminem samookaleczenie lub samouszkodzenie (angielskie self-harm– bardziej ogólne oraz self-mutilation i self-injury głównie dla zadawania sobie ran żyletką, cięcia się). Do nich zaliczamy właśnie najpopularniejsze cięcie skóry (80%), ale też wyrywanie włosów, często przypalanie, a także bicie się.

Dlaczego?

Zjawiskiem typowym dla osób, które dokonują samouszkodzeń, jest brak zrozumienia swoich czynów. Osoby takie nie potrafią wyjaśnić, dlaczego czują pokusę cięcia czy przypalania się. Mają też ogromny problem z werbalizacją swoich emocji, zwłaszcza negatywnych. Wielu autorów uważa, że jest to próba wyrażenia bólu, którego nie można przekazać słowami. Wiele osób mających skłonność do autoagresji, przeżyło traumę w dzieciństwie. Według niektórych badaczy, ulga przychodzi wraz z wyrażeniem bólu.

Jednak warto zwrócić uwagę na to, że osoby z takimi problemami nierzadko ukrywają się przed światem i nic nie wskazuje na to, by szukali pomocy. Sami zainteresowani w wywiadach przeprowadzanych przez lekarzy twierdzą, że nie jest to sposób na zwrócenie uwagi. Potwierdzają to nawyki do cięcia się po częściach ciała, które łatwo zakryć, a także fakt, że większość z tych osób nie zgłasza się do lekarza i niechętnie opowiada o swoich skłonnościach.

Samouszkodzenie a samobójstwo

Od razu nasuwa się pytanie, co w takim razie skłania do takiej reakcji? Większość osób opisuje tę chęć jako przymus i zazwyczaj nie jest to przymus autodestrukcji, jak w przypadku samobójstwa. Osoby takie reagują cięciem się na trudne sytuacje życiowe. Krótko mówiąc, samouszkadzanie jest metodą radzenia sobie ze stresem. I co ważniejsze, jest metodą skuteczną (oczywiście krótkotrwale, po pewnym czasie negatywne skutki działań są coraz większe). Autoagresja zmniejsza napięcie i przynosi ulgę, więc możemy śmiało powiedzieć, że jest bardziej swego rodzaju techniką samopomocy niż samozniszczenia.

Wiele badań i opisów osób ze skłonnościami do samouszkodzeń pokazuje, że jest ono próbą odzyskania kontroli nad życiem. Samobójstwo jest raczej odpowiedzią na brak kontroli, którego zamierzony skutek jest oczywiście całkiem inny. Nie jest to zdecydowanie rodzaj walki. Badania pokazują, że większość osób dokonujących aktów autoagresji nie ma w tym czasie myśli samobójczych, choć jest to grupa zwiększająca ryzyko samobójstwa. Horrocks i Owens w badaniu przeprowadzanym wśród Brytyjczyków wykazali, że 7% spośród badanych dokonało samobójstwa w ciągu 7 lat po epizodach autoagresji.

Wiele osób raniących siebie, mówi o poczuciu realności, którego potrzebują. O takim wyjaśnianiu zjawiska pisałam przy okazji wpisu o depersonalizacji i derealizacji. Według opisów widok krwi, a także ból ma przynieść poczucie realności tego, co się dzieje. Co ciekawe, u części grupy ból w ogóle się nie pojawia (ból przy derealizacji opisywany jest podobnie jak ból zadawany osobom w transie hipnotycznym). Często jest to sposób na opanowanie nadmiaru myśli. Skupienie na bólu ma pomagać wyciszyć nerwy.

Co może pomóc?

Jak już pisałam, akty agresji sprawiają, że wpadamy w błędne koło. Mechanizm opisał w 1987 roku Liebenluft ukazując pięć etapów samouszkodzeń. Wygląda on mniej więcej tak samo, jak mechanizm działający przy binge eating. Ostatnim etapem cyklu jest bowiem poczucie winy, które sprawia, że znowu musimy sięgnąć po żyletkę.

Specjaliści zwracają uwagę na to, że cały proces wynika z naturalnej chęci poprawienia sobie nastroju. Paradoksalnie jest to więc reakcja wynikająca z uświadomionych, pozytywnych dążeń. W związku z tym, najczęściej za metodę pomagającą powstrzymać mechanizmy autoagresywne uważa się znalezienie innych taktyk, które mogą pomagać w trudnej sytuacji.

Wśród nich wymienia się werbalizację swoich problemów i negatywnych uczuć, rozmowę z bliskimi, znalezienie wsparcia społecznego. Czynnikami, które mają pomóc są w szczególności działania, które podnoszą poczucie kontroli, np. sprawność fizyczna czy zabezpieczenie finansowe, a także takie, które wnoszą do życia poczucie sensu i spełnienia.

Jedną ze skutecznych metod, jest stworzenie nawyku wykonywania pewnej czynności w chwili załamania (a nawet codziennie, niezależnie od nastroju), która będzie miała pozytywny wpływ na życie, a także będzie wykonywana regularnie. Może to być wypisanie na liście swoich emocji, pisanie listów z podziękowaniami (na pewno kiedyś poruszę temat wdzięczności, jej skutki są natychmiastowe i bardzo korzystne), dzwonienie do przyjaciela.

Jeśli znasz kogoś, kto ma skłonności do autoagresji, spróbuj porozmawiać z nim o jego problemach. Daj mu tyle zrozumienia i uwagi, ile tylko możesz z siebie wykrzesać. Nie dawaj rad, nie osądzaj. Powiedz, że jak tylko będzie miał kryzysową sytuację, niech pisze/dzwoni. I pamiętaj, nie musisz go do niczego przekonywać. Wystarczy posłuchać 😉

Written by:

Published on: 29 lipca 2013

Filled Under: Złość

Views: 5347

  • Chezus

    Cóż… Ból fizyczny pozwala odwrócić uwagę, rozładować emocje. Co ciekawe, autoagresja nie jest związana z poczuciem winy, nie jest to rodzaj kary wymierzanej samemu sobie, żeby uspokoić sumienie. Jest to bardziej rodzaj rozmowy z własnym ciałem, któremu niejako przedstawiamy wewnętrzne cierpienie związane z nadmiarem myśli. Działa to jak zawór upustowy dla negatywnych uczuć.

    Największym problemem jest to, że zazwyczaj nie chce się o tym rozmawiać, unika się tego tematu, gdyż uważa się to za wyjątkowo intymną sferę swojego życia. Praktycznie nie dopuszczamy do niej osób trzecich, nawet najbliższych. Jest to ta chwila odcięcia od świata, kiedy istnieje tylko ja i ból, który przynosi mi spokój.

    Chyba jedyne co może pomóc osobie mającej skłonności do autoagresji jest zapewnienie poczucia zrozumienia, bliskości, a chyba przede wszystkim pełnej intymności i możliwości dzielenia się bólem wewnętrznym. Często wystarczy po prostu posiedzieć razem i pomilczeć. Zadawanie pytań i drążenie tematu tylko pogłębia problem. Autoagresja ma na celu wyciszenie myśli.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Hej, dzięki za komentarz. W gruncie rzeczy czasami to jest kwestia poczucia winy. Jest bardzo dużo odmiennych schematów. Ale masz rację, najczęściej to zwyczajnie pokusa wyrażenia bólu.