MENU
TK-drawing-of-robot

Czy warto starać się przez cały czas?

robot

zdjęcie: GoodNCrazy

 

Mogłoby się wydawać, że jedynymi osobami, które chcą wszystko robić idealnie, są perfekcjoniści. A jednak wydaje mi się, że od czasu do czasu spotyka to każdego z nas. I nie ma nic złego w poświęcaniu się całkowicie czynnościom, które sprawiają nam radość, a do tego są pożyteczne dla nas i dla innych. Jednak zastanów się, ile razy przeznaczyłeś zbyt dużo czasu na coś, co nie miało żadnej z tych cech?

Może jeszcze tego nie wiesz, ale w niektórych dziedzinach Twojego życia, pójście linią najmniejszego oporu jest najlepszym z możliwych rozwiązań. Wychowuje się nas trochę na wszechstronnych, wiecznie dających z siebie wszystko ludzi. A jednak pomyśl, czy światowej klasy gracz szachowy będzie miał poczucie winy, bo w wielu innych dziedzinach życia jest po prostu minimalistą?

Szukałam przykładu, który mógłby przemówić do wszystkich, ale to trudne. Zawsze pojawia się jakieś ?ale?, bo przecież znajdzie się człowiek, który wymyśli powód, dla którego powinniśmy się w danym przypadku przyłożyć. Ale żeby nie było tak mało obrazowo- jeśli siedziałeś kiedyś przez 5 dni nad projektem zaliczeniowym na kurs, który Cię wcale nie interesuje, to mniej więcej ten poziom (zakładając, że nie musiał być dobry, żebyś zaliczył itd.).

Co to znaczy idealnie?

Kiedy robimy coś najlepiej? Wielu ludzi odpowie- gdy poświęcamy odpowiednio dużo czasu na wykonanie, gdy staramy się, by efekty były bardzo dobre. Odpowiedź wynika z tego, że większość ludzi, rozważy problem, porównując swoje wyniki pracy do wyników innych ludzi. Po co? Przecież nie dla każdego konkretna aktywność jest jednakowo ważna. Kryterium, którego powinno się w tym przypadku używać, to istotność konkretnych efektów w kontekście mojego życia.

Zazwyczaj nie mamy możliwości ocenić pracy wykonanej przez innych ludzi, według tego kryterium, gdyż nie wiemy jakie ma cele oraz jaką przyjemność sprawia mu konkretna czynność. Przez to, jak to mamy w zwyczaju, używamy heurystyk, staramy się przy niepełnej puli danych, dojść do pewnych wniosków. Jedna z takich heurystyk sprawia, że większy wysiłek (chodzi konkretnie o czas poświęcony na wykonanie zadania) jest dla nas wyznacznikiem wartości uzyskanych efektów.

Jeśli jednak chodzi o nasz czas i naszą pracę, powinniśmy się chwilę zastanowić. Co będzie sprytne? Znaleźć sposób, który pozwala mi zaoszczędzić czas i przeznaczyć go na coś, co chcę robić, czy wyczerpać mnóstwo energii tylko dlatego, że inni mogą mnie źle ocenić? Jeśli włącza Ci się automatyczna reakcja niechęci, na samą myśl przykładania się do czegoś, to nie musi być lenistwo, to może być zdrowy rozsądek.

Odpuść choć raz

(?.a potem patrz, jak nic się nie dzieje)

O wiele lepszym podejściem, niż ciężka praca, gdy tylko mamy okazję, jest przypisanie zadaniom miejsca w hierarchii. I jeśli coś nie jest dla nas ważne, zrobienie tego w sprytny sposób. Tak, by było wykonane, by przyniosło pożądane skutki i by poświęcić mu najmniej uwagi, jak się tylko da.

Jeśli znalazłeś u siebie schemat, który opisałam, spróbuj znaleźć jedno czekające Cię zadanie, które:

  • nie zwiększy szczególnie Twojej wiedzy (ewentualnie wiesz, że jej nie zapamiętasz lub jej kompletnie nie cenisz)

  • nie sprawi Ci przyjemności

  • poziom jego wykonania nie wpłynie szczególnie na innych ludzi

I wykonaj je sprytnie, nie perfekcyjnie. Idź po linii najmniejszego oporu i ciesz się z czasu, który możesz przeznaczyć na coś, co rzeczywiście ma znaczenie.

PS. Dla jasności, wstawiłam rysunek robota nie tylko dlatego, że jest uroczy. Zauważ, że rysunki dzieci nigdy nie bywają brzydkie. Niezależnie od ich jakości, oceniamy je przez pryzmat wartości dla życia dziecka. Radość z wykonania usprawieliwia olanie techniki.

Written by:

Published on: 12 kwietnia 2013

Filled Under: Depresja, Perfekcjonizm

Views: 2985

  • T

    Nic z tego co robimy nie ma w zasadzie większego znaczenia – nie wiem czy dzielenie rzeczy na te ważne lub nie ma jakikolwiek sens.

    Dlaczego nie można poprostu zapomnieć o celu i o sobie i robić poprostu to co pojawi się przed naszymi oczami. Bezcelowość, brak oczekiwań, stan umysłu niezależny od czynników zewnętrznych?

    A może ten robot to takia freudowska pomyłka i tak naprawdę traktujesz siebie i swoich czytelników jak roboty które powinny być bardziej produktywne i szczęśliwe a eżeli coś tą produktywność/szczęście hamuje próbujesz robota naprawić lub przeprogramować?

    Tyle, że robot chciałby wiedzieć dlaczego ma być produktywny lub chociażby dlaczego ma być szczęśliwy?

    • admin

      Miałam kiedyś straszny problem z tym poczuciem szczęścia. Przede wszystkim dlatego, że wydawało mi się, że coś mi się narzuca. Ale w rzeczywistości nikt nikomu nie może narzucić żadnych emocji. Możesz wybrać w jedną lub w drugą stronę i jeśli uznasz, że wolisz być szczęśliwy, na tej stronie znajdziesz rady. Nikogo nie namawiam do przejęcia moich celów (nawet przyjemność uważam za tylko jedną z alternatyw, ktoś może wybrać coś innego), bo moja filozofia jest pokrętna i często bardzo pesymistyczna;)

      Jeszcze jedno. Zestawiłeś brak celu z odpornością na wpływ czynników zewnętrznych. Ale to w rzeczywistości prowadzi często do dwóch całkowicie odmiennych postaw. Gdy nie jesteś na nic ukierunkowany, po prostu robisz to, co w danej chwili trzeba zrobić. Możesz przyjąć oczywiście, że będziesz ciągle czujny i postarasz się nie reagować bezpośrednio na otoczenie. Ale to jest męczące i często zwyczajnie nie działa. Za to wprowadza poczucie braki kontroli i zagrożenia, które nie są zbyt zdrowe. Możesz wybrać taki sposób działania, do niczego Cię nie zmuszę, ale jakbyś się zdecydował na jakiś konkretny kierunek, będzie mi miło, jeśli dasz znać.
      Dzięki za komentarz;)

  • T

    Spotkałem w życiu wiele osób które w pewnym momencie życia odnalazły drogę do szczęścia i potem z zaangażowaniem próbowały podzielić się tą drogą z innymi; być może do utwierdzenia się w swoim szczęsciu potrzebowały one potwierdzenia, że ta droga jest słuszna a jedynym na to sposobem było głoszenie dobrej nowiny?

    Brak celu oznacza brak potrzeby kontroli i akceptację tego co się wydarza.

    Wydaje mi się, że to ta potrzeba kontroli i uporczywe minimalizowanie zagrożenia nie są do końca zdrowe. Prędzej czy później dotknie Cię zmiana która pokaże Ci, że tak naprawdę ta kontrola jest tylko i wyłącznie złudzeniem. I czym jest to zagrożenie? Strachem, że rzeczy nie potoczą się zgodnie z Twoim planem i sprawią, że przestaniesz być „szczęśliwa”?

    Jeżeli chodzi o decyzje to kto tak naprawdę je podejmuje? Zlepek przypadkowych wspomnień i odziedziczone po przodkach geny? I to znajome uczucie niedosytu gdy osiągniesz swój cel stając przed następnym „wyborem” i następną pogonią za szczęściem?

  • http://szczesliwe-ja.blogspot.com Croatoan

    Myślę, że ktoś kto uważa życie za swoją pasję, nie będzie sobie układał hierarchii. To odnosi się do ludzi, którzy na prawdę nie mają czasu. A w większości ludzie nie przykładają się, bo chcą mieć więcej czasu na nic nie robienie. To trzeba rozdzielić.

  • admin

    Ok, może jednak powiedzmy sobie coś jasno. Ludzie mają cele w życiu. T, jeśli uważasz, że dałbyś radę tak po prostu żyć, nie jestem przekonana, ale niech Ci będzie. Poza Tobą jednak, większość osób do czegoś dąży. I dla znakomitej większości celem jest szczęście. A poza tym praca, rodzina, pasja itp. Jeśli się je już ma, to warto mieć je na uwadze przy podejmowaniu decyzji;)

    Poza tym wpadasz w skrajności. Czym innym jest unikanie nadmiernej potrzeby kontroli wszystkiego, czym innym chaos w życiu. Warto jednak pracować nad równoważeniem takich potrzeb. Zwłaszcza jeśli cierpisz przez brak kontroli^^