MENU
63131_tiltshift_3318927842_f271c81ce7

Kilka słów o depersonalizacji

Pierwszy raz na blogu? Koniecznie sprawdź czego brakuje inteligentnym ludziom.
depersonalizacja

zdjęcie: bobbyfiend

Zadam Ci trochę podchwytliwe pytanie. Skąd wziąłeś pewność, że to, co przydarza Ci się każdego dnia nie jest tylko złudzeniem? Nie zastanawiałeś się nad tym. Pewnie jak większość ludzi czujesz to intuicyjnie, podobnie jak czujesz, że jesteś jedną osobą.

Co staje się, gdy człowiek z jakiegoś powodu traci tę pewność?

Zaburzenie, które opiszę, jest znane w kręgu osób zmagających się z

różnymi rodzajami zaburzeń lękowych. Moim zdaniem jest jedną z bardziej wstrętnych przypadłości i mimo względnej powszechności, jest całkowicie zaniedbywane przez specjalistów.

Nosi nazwę Depersonalization disorder (DPD) i zalicza się do niego zarówno uczucie derealizacji lub w przypadku zaniku poczucia tożsamości (to bardziej skomplikowane, za chwilę wyjaśnię)- depersonalizacji.

W gruncie rzeczy samo odczucie jest dość powszechne. Depersonalizacja często towarzyszy ludziom pod wpływem narkotyków, alkoholu czy w silnie stresujących okolicznościach. Jednak regularnie (lub stale) towarzyszy 1-2% populacji i potrafi naprawdę uprzykrzyć życie.

Dlaczego o tym piszę? Wiele osób walczących z depersonalizacją twierdzi, że na początku nie miała pojęcia z czym ma do czynienia. Myśleli, że wariują, nikt nie chciał ich słuchać i dlatego tak trudno było walczyć. Gdy ja jej doświadczyłam, wpadłam w dezorientację. Sęk w tym, że dobrze znałam ten mechanizm i  wiedząc, że to nic groźnego, mogłam obserwować ten stan i po chwili zająć się czymś innym. 

Osoby narażone na ciągły lęk, mogą doświadczyć uczucia depersonalizacji i właśnie taką reakcję chciałabym polecić (jakkolwiek by to nie brzmiało). Ale do tego potrzebna jest wiedza.

Świat jak makieta

Więc czym jest derealizacja? Kryteria diagnostyczne opisują ją jako uczucie odłączenia od swojego ciała lub procesów mentalnych, zmianę w percepcji lub doświadczaniu siebie (DSM-IV). ICD-10 kładzie nacisk na nierealność, oddalenie lub zautomatyzowanie procesów mentalnych, poczucia ciała i/lub otoczenia.

Patrzyłeś kiedyś na swoje dłonie lub odbicie w lustrze z żywym zaciekawieniem (może lękiem), tracąc intuicyjne poczucie, że to Twoje ciało? To coś podobnego. Innym przykładem, pewnie mniej powszechnym będzie rozproszenie się w trakcie wykonywania jakiejś czynności. Trudno nam skupić się na nowo, świat wydaje się inny, ale ciężko powiedzieć w jaki sposób, poziom zaangażowania spada i w końcu zaczynamy się zastanawiać, czy to się naprawdę dzieje?.

Osoby z depersonalizacją opisują doświadczenie jako poczucie obcości własnego ciała, oddzielenia od siebie, czucie się jak robot. Warto zwrócić uwagę na to, że mimo zadawanych w myślach pytań, osoba z DPD wie dokładnie, że to tylko złudzenie. Nie zmienia to jednak faktu, że czuje się jakby naprawdę była ?odłączona?. Desperackie próby doświadczenia czegoś realnego mogą prowadzić nawet do samookaleczenia. Jeden z użytkowników forum o DPD pisze:

Ten kontrast do dziś mnie zadziwia, 7 dni wcześniej, przez 5 lat wcześniej, drapałem się igłami, nożyczkami, nożami po ciele żeby go poczuć i bałem się patrzeć z podniesioną głową bo wszystko było wiecznie obce (przez te 5 lat wyhodowałem nawet małe skrzywienie głowy w dół).

Jak wygląda derealizacja otoczenia? Moje doświadczenia nasuwają taką wizję: ulica wydaje się sztuczna, stworzona na potrzeby jakiegoś filmu. Jestem dużo większa w swoim odczuciu niż naprawdę, ulica wydaje się być podłogą, niebo sufitem, a wszystkie rzeczy rekwizytami. Charakterystyczne jest uczucie sterylności wszystkiego w polu widzenia. Wydaje się, że nawet brudne rzeczy są po prostu ucharakteryzowane na takie- błoto, kurz, bród. Kolejna wypowiedź z forum:

Odrealnienie otoczenia jest dalej. Tak samo bajkowe wszystko i nierealne, jak z jakiegoś snu. [nick użytkownika: Derealizacja]

Często opisuje się je jako patrzenie przez szybę lub z wnętrza swojej głowy, w izolacji od rzeczywistości.

depersonalizacja

zdjęcie: Prof Shorthair

Towarzyszące odczucia

Poza uczuciem odrealnienia, bardzo często pojawia się zaburzona percepcja czasu. Dni zlewają się w całość i czasami trzeba zastanowić się naprawdę mocno, by przypomnieć sobie, co działo się tydzień wcześniej, wczoraj, nawet dwie godziny temu.

To wychodzenie z ciała, brak związku emocjonalnego z rodziną, przedmiotami, całkowite zagubienie w czasie i przestrzeni. Wrażenie jakby przeszłość czy przyszłość nie istniała, wrażenie, że już coś podobnego/daną sytuację odczuwaliśmy itp. W sumie to daję całą masę objawów okropnych, czujemy jakbysmy wariowali, czemu trudno się dziwić… Co do przeszłości czy przyszłości to często mam tak, że ostatni dzień albo dwa dni to jest jakby snem, nie poczuwam tego jakby się te dni wydarzyły. Często czuję jakbym w ogóle nie miał przeszłości.

Poza tym osoby z DPD, podobnie jak osoby z zaburzeniami nerwicowymi czują, że to, co ich spotyka może doprowadzić do choroby psychicznej. Ale podobnie jak przy nerwicy, to jest tylko złudzenie i same lęki, choćby nie wiem jak silne nie doprowadzą do psychozy.

Dlaczego Twój mózg nie chce czuć?

Depersonalizacja to jedno z zaburzeń dysocjacyjnych. Choć czasami trudno w to uwierzyć, są one definiowane jako mechanizmy obronne. Jednak wystarczy chwila zastanowienia, by to zrozumieć. Nasz organizm w reakcji na szok, może zareagować w naprawdę dziwny sposób, by nam pomóc. Przykładami są stupor dysocjacyjny, gdy w chwili szoku pozostając w świadomości, przestajemy mieć kontrolę nad naszym ciałem lub amnezja dysocjacyjna w reakcji na silny stres.

Samo uczucie depersonalizacji jest więc naturalnym przejawem lęku. Ma odwrócić naszą uwagę od wydarzeń, które nas przerażają. Odizolować od świata, czasami od nas samych. Bardzo często występuje w rezultacie PTSD (zespół stresu pourazowego). Jeśli macie znajomych, którzy przeżyli szok, na przykład w wypadku samochodowym, bardzo możliwe, że doświadczyli czegoś podobnego.

Co możesz zrobić?

Przede wszystkim chciałabym, żebyś był świadomy istnienia takiego zaburzenia. Czytałam opisy wielu osób, które nie miały pojęcia przez długi czas, co się z nimi dzieje. Bo jak to właściwie przekazać? ?Dziwnie się czuję? czy ?Świat nie wydaje mi się realny?. To nie oddaje tego stanu w najmniejszym stopniu i zdecydowanie nie wzbudza takiego zainteresowania, jakie powinno.

Chciałam też trochę wystraszyć i trochę uspokoić. Nie chcę, żebyś teraz zaczął się bać depersonalizacji i wyszukiwał u siebie objawów wgapiając się w lustro przez dwie godziny. Zdecydowanie lepiej jest zdawać sobie sprawę z tego, że takie eksperymenty, zwłaszcza w obliczu zaburzeń lękowych to nie jest najlepszy pomysł. I nie bać się. To może wydawać się (zwłaszcza dla osób z nerwicą lękową czy hipochondrią) objawem ciężkiej choroby. Ale nim nie jest, to pewne. Tak samo jak fakt, że im szybciej zacznie się z tym walczyć, tym większe szanse na powodzenie. Co więc polecam osobom, które zaczynają czuć się nierealnie? Po prostu przestać o tym myśleć, automatycznie. I zająć się swoim życiem, codzienną aktywnością. Jeśli już wiesz, że to derealizacja- to jedyna informacja, jakiej potrzebujesz. Więc zmień bieg swoich myśli, nic Ci nie grozi, po prostu zaakceptuj uczucie i przestań się tym zajmować. 

Tę radę można zawrzeć w jednym zdaniu, które znalazłam na stronie dostarczonej przez osobę zmagającą się z derealizacją. Mianowicie PAY THEM NO MIND!:)

Nie chcę dawać rad osobom, które już długo cierpią na depersonalizację. Ich wiedza jest zdecydowanie większa od mojej, a doświadczenie pewnie zapewnia więcej niż wiedza specjalistyczna, w posiadaniu której obecnie jesteśmy. Ale całkiem możliwe, że za jakiś czas, pewnie w porozumieniu z takimi osobami, zbiorę najskuteczniejsze metody w walce z DPD.

Na koniec link do świetnego filmiku. Chłopak opowiada bardzo ciekawie o pokonanej (no, prawie) depersonalizacji. Moją uwagę zwróciła jedna wypowiedź. Stwierdzenie, że DPD jest gorsze niż wszystkie złe doświadczenia w życiu. Pewnie wiele osób się z tym nie zgodzi, ale to w dobry sposób ukazuje chyba najgorszy aspekt DPD- cokolwiek by się nie działo, nie czujesz jakby działo się naprawdę, nie jesteś w stanie przeżywać tego w pełni.

Written by:

Published on: 7 kwietnia 2013

Filled Under: Nerwica

Views: 64803

  • Chezus

    Cóż mogę stwierdzić… Nie będę stawiał na szybko jakiś diagnoz, ale podobne odczucia miewam dość często. Zazwyczaj podczas samotnego spaceru mam wrażenie jakbym oglądał film. Myślę, że reakcje zbliżone do objawów DPD mogą pomagać w krytycznych sytuacjach. Z moich doświadczeń było to udzielanie pierwszej pomocy po wypadku oraz zabezpieczanie miejsca zdarzenia. Widok rannych nie zrobił na mnie wrażenia, za to obserwowałem sytuację jakby z punktu widzenia 3 osoby, dzieki czemu mogłem działać racjonalnie. Fakt braku poczucia realności niestety odbija się na życiu osobistym, potrzeba bardzo silnych wrażeń, a często jakąś przyjemność, czy satysfakcję czerpie się z odczuć i reakcji drugiej osoby, bo samemu czuje się tylko namiastkę.

    • admin

      Racja, sama derealizacja się przydaje. Lekarze odczuwają ją dość często, u żołnierzy pojawia się też DPD, co nie jest zaskakujące. Ważne, żeby podchodzić do tego uczucia jako czegoś w pełni naturalnego. Wtedy nie wpadamy w błędne koło lęk-dd-lęk:)

      • Chezus

        Do ciekawostek z mojej strony mogę zaliczyć objawy somatyczne, a mianowicie przestają mi się trząść ręce (co mi się zdarza często), moje ruchy są precyzyjniejsze i ogólnie percepcja się wyostrza, zarówno poszerza mi się pole, określmy to, ostrego widzenia, jak i dotyk i słuch są znacznie bardziej wrażliwe i selektywne. Nie wiem z czego to wynika, może to dzięki ominięciu swoistego filtru, jakim jest poczucie samego siebie.

  • marti

    Dokładnie znam stany DPD. Tak jak piszesz na początku byłam przerażona tym, co się ze mną dzieje. Jednak po trafieniu na dobrego lekrza i dobrego psychoterapeutę zrozumiałam czym jest lęk i jakie są jego konsekwencje. Chciał-nie chciał z DPD tak, jak piszesz trzeba się po prostu pogodzić, nie szarpać z tym, nie kontrolować lecz nie zwracać na to uwagi. Wiem po sobie, że im bardziej o tym myślałam tym bardziej się to pogłębiało. Albowiem stany DPD, które są mechanizmem obronnym, tak naprawdę u wielu lub większości osób nasilają powstały już lęk. Ale co NAJWAŻNIEJSZE – TO MIJA. Każdy stan się kiedyś kończy. Więc skoro możemy być jednego dnia szczęśliwi, drugiego nie. To dlaczego DPD ma trwać wiecznie? Bo jest to częsty lęk przed tym stanem – że nigdy nie minie. To trzeba zaakceptować. Wszystko wraca do normy.

    • Chezus

      Ja, bazując na swoich doświadczeniach, w pełni się zgadzam. Odczucia towarzyszące DPD są niezbyt przyjemne, ale zamiast koncentrowania się na nich lepiej skorzystać z dystansu jaki dostarczają do danej sytuacji. Miło jest wypracować sobie umiejętność analizy sytuacji i niejako trzeźwego spojrzenia, wypranego z uczuć. Wtedy zamiast skupiać się na bólu, zajmujemy się szukaniem optymalnego rozwiązania w zaistniałej sytuacji.

      (przepraszam jeśli moje wywody są mało fachowe, ale ja tylko mam problemy, a moje wykształcenie raczej zmierza ku śrubkom i innym takim przyziemnym sprawom…)

    • admin

      Myśl o tym nie-mijaniu jest automatyczna i bardzo silna, chyba to jest najgorsze. Oczywiście masz rację- tak jak nie można uwierzyć w to, że to psychoza, tak samo nie można się poddać przekonaniu, że to będzie trwało wiecznie.

      Dziękuję za komentarz i powodzenia:)

  • ojaaaaaaaaaacieee

    Właśnie się zastanawiam czy byłem kiedykolwiek w stanie depersonalizacji i wydaje mi się że tak choć pewnie było to raczej lekkie w nasileniu, ale (o ile rzeczywiście była to depersonalizacja bo ciężko jest chyba przekazać w słowach objawy dlatego mam wątpliwości) nie wspominam tego jakoś bardzo źle a myśle, że to nawet może być ciekawe i wzbogacające doświadczenie. Wydaje mi się, że stan sam w sobie nie jest ani dobry ani zły, a problemem jest głównie lęk który może choć nie musi powodować. Jeśli ktoś jest przygotowany na coś takiego i np doświadcza tego po narkotykach i wie że nie wariuje, to nie powinno być problemu choć na dłuższą metę pewnie może być męczące –> zakakceptowanie stanu pomimo tego że jest nieprzyjemny jest pewnie najlepszą strategią.

    • admin

      Oficjalnie przyjmuje się, że po narkotykach (nawet lekkich) derealizacja jest czymś spotykanym. Ja podchodzę do tego trochę sceptycznie, bo jak napisałeś- to może mieć różne nasilenie. I dd bez lęku jest jednak coś do przejścia.

      Myślę, że dobrym sposobem na uzmysłowienie sobie skąd ten lęk, jest wyobrażenie sobie takiej sytuacji: jest dzień, ludzie wokół, nic nie brałeś i nie jesteś na to przygotowany, a nagle zaczynas czuć się i odbierać rzeczywistość jak po trawie. Nie dziwi mnie wcale, że ludzie wpadają w panikę w takiej sytuacji. Zwłaszcza, w momencie, gdy nie wiedzą co to, więc nie są w stanie stwierdzić jak długo będzie trwało;)

      • pawulon

        idealnie trafiłem na tą stronę, zmagając się z przypadłością opisaną jakoby na mojej osobie. cała charakterystyka odrealnienia czy depersonalizacji jest jakby kalką moich stanów, a to zawsze daje otuchę i wiarę, że jeśli sporo osób ma podobny problem, i skutecznie go pokonuje, to jest szansa i dla mnie, zwłaszcza, że też mam przy tym napady lękowe i strach przed totalnym szaleństwem i że całkowicie tracę kontrolę nad własnym życiem (i np. zapomnę mowy). boję się np. rozmowy, bo jak stracę wątek to nie będę mógł się odnaleźć, albo zapomnę prostego wyrazu, zapomnę jak się mówi… szaleństwo. ja swój stan wiąże właśnie z marihuaną – dlatego piszę komentarz w tym akurat miejscu. paliłem w liceum, czyli w wieku ok. 17-19 lat, tak 2-3 razy w tyg., zawsze po 3h ‚fazy odrealnienia’ wracałem do normy, ale raz jakoś tak nie, i to trwało dość długo, byłem na studiach, a tu taki problem, pokonałem go jednak przez ‚zasiedzenie’ i nauczenie sie z nim życ – bo jeśli udaje mi się zdawać egzaminy, jestem w miarę bystry, rozgarnięty i przedsiębiorczy, to taki stan jest tylko moim wymysłem. No minęło 10 lat, żyłem jakbym pokonał ten stan na dobre i nagle on wrócił, jakby ze zdwojoną siłą, a nie palę trawy już 10 lat! i nie wiem czy to lęki przed chorobą (bo też cierpię na chipohondryzm i często jakąś dolegliwość hiperbolizuje), teraz ten stan mnie przeraża, strasznie przeszkadza, w zbieraniu myśli, w skoncentrowaniu się, w życiu generalnie. miałem tyle pomysłów na siebie, a teraz najprostsze rzeczy mnie przerażają. Niby to robię, ale nie jestem sobą, nie odczuwam realnie. Np. wyjazd na wakacje – jakby film, sen. Masakra. Najgorszy jest ten brak skupienia myśli, zapamiętania, i te ciągłe poczucie, że czegoś nie będę potrafił zrobić, że się nie dogadam… poradźcie jak domowymi sposobami sobie z tym cholerstwem poradzić, z doświadczenia wiem, że psycholog nie bardzo pomoże, jeśli sobie samemu nie uzmysłowisz, że to są tylko twoje urojenia… chce porad ludzi, którzy ten stan pokonali bo już mnie to męczy i nie chcę dłużej w tym się kisić, potrzebuję czerpać z życia pełnymi garściami a nie zastanawiać się, czy naprawdę jestem! w lipcu kończę 30 lat. Pomóżcie…

        • Agnieszka Pietruczuk

          Dobra wiadomość jest taka, że nie oszalejesz. Masz na to takie same szanse jak człowiek bez żadnych zaburzeń psychicznych.

          I postaraj się nabrać dystansu do tego, że zapominasz pewne rzeczy i łatwo się rozkojarzasz. Wiem, że to nie jest zbyt komfortowa sytuacja, bo sama często gubię wątek. Ale lepiej jest wtedy zaśmiać się ze swoich deficytów uwagi niż brnąć w zdenerwowanie i zażenowanie. Stres tylko nasila takie stany. Odetchnij, daj sobie chwilę i zacznij jeszcze raz.

          I może Ci pomoże fakt, że ja jakoś dwa lata temu zastanawiałam się, jak ułożyć sobie życie, żebym zawsze miała kogoś w domu wieczorem. Bo nie miałam partnera, a w nocy wariowałam za każdym razem, gdy musiałam zostać sama. No i myślałam w kategoriach łatania dziur i układania życia pod ten lęk. A lęku można się z powodzeniem pozbyć. I później trzeba pracować nad tym, żeby być przygotowanym na ewentualny nawrót.

          Jeśli chcesz porady, to postawiłabym na poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Nie wierzysz w siebie, nie wierzysz w to, że potrafisz improwizować i nie zawsze potrzebujesz planu. Ja stawiałabym na odzyskanie choć odrobiny pewności na początek. Choćby nabranie umiejętności w jakiejś dziedzinie, w której będziesz czuć się dobrze. Potem takie stany można z powodzeniem przenieść na inne dziedziny życia. Jeśli chcesz o tym pogadać, pisz przez kontakt na stronie, na pewno odpiszę.

  • http://szczesliwe-ja.blogspot.com croatoan@o2.pl

    Masz rację. Trzeba być świadomym tego co się dzieje. Tylko nie zgodzę się z jednym. Mianowicie z wymuszaniem zmiany swojego myślenia. Wydaje mi się, że warto pozwolić temu przeminąć. Wystarczy świadomość, a nie ciągłe zastanawianie się „czy to jest już realne?”, „czy już czuje sie dobrze?”.

    Dobrze napisałaś także, że jest to naturalny proces. To jest prawda, jest to reakcja organizmu na napięcie. Napisałaś również coś o odczuciu, że to co się działo w przeszłości nie istnieje. Taka prawda, to nie jest objaw odrealnienia, tylko realnego świata. Przeszłość jest tylko obrazem i wizualizacją, tego co było – czyli w tym momencie to nie istnieje.

    Myślę, że odrealnienie często występuje gdy coś w naszym życiu się zmienia. Coś czego nigdy wcześniej nie doświadczaliśmy. To najbardziej podstawowy lęk człowieka – „strach przed nieznanym”. Odrealnieniem bronimy się przed tym. A nie warto walczyć ze swoim umysłem i się bronić, bo nie ma przed czym:)

    Pozdrawiam. Będę tu zaglądał.

    • admin

      Przede wszystkim dzięki za komentarz;)

      Z tym poczuciem nieistnienia przeszłości chodzi przede wszystkim o poczucie nierealności minionych wydarzeń. Jasne, przeszłości nie ma, ale nasz mózg posiada sprytny system, który pozwala na odróżnianie prawdziwych od nieprawdziwych wydarzeń z przeszłości. Zresztą są osoby, które regularnie manipulują tą kwestią;) W każdym razie w przypadku DPD czujesz się, jakbyś nagle został wepchnięty w sen, nie masz pewności co do przeszlych zdarzeń.

      Co do wymuszania zmiany myślenia. Psychologowie i tak już dawno udowodnili, że skupianie się na tym, by o czymś nie myśleć ma odwrotny skutek. Więc tego zdecydowanie nie polecam. Ale nie skupiać się na tym, nie obserwować i nie analizować szczególnie. To zdecydowanie nie ta droga. Chyba najlepszą metodą będzie pomyślenie „o, mam derealizację, to nic groźnego, nie bój się” i pójście oglądać telewizję. (A potem może zastanowić się, czy przypadkiem nie za bardzo się stresujesz ostatnio;)

  • Andrzej

    Ciekawe zjawisko. Ciekawe jest także to że próbujemy tego typu stany scharakteryzować jednoznacznie jako patologiczne nadając im miano zaburzeń psychicznych. Być może tylko udajemy że wiemy czym jest życie, czym jest rzeczywistość, jednak wygląda na to że nie mamy o tym zielonego pojęcia 😉 Największą tajemnicą rzeczywistości jest rzeczywistość sama w sobie! Kim jestem? Kim jest to co mnie otacza? Niezbadana, odwieczna tajemnica!!!

    Rozumiem że z praktycznego punktu widzenia każde odstępstwo od „normalnego” (zazwyczaj doświadczanego przez nas) stanu świadomości traktujemy jako przeszkodę w „normalnym” funkcjonowaniu w zastanej przez nas sytuacji (tak zwanym życiu codziennym). Nie powinniśmy jednak tak bezgranicznie wierzyć że ten nasz codzienny stan świadomości jest normą, jedyną najprawdziwszą niekwestionowaną „realnością”. Tak naprawdę nie mamy pojęcia co się dzieje. Nie mamy pojęcia co tu robimy i dlaczego. Uwierzyliśmy w nasze torie o życiu z materii i świadomości jako pochodnej pracy mózgu aby jakoś poradzić sobie z bezgraniczną pustką w naszych próbach zrozumienia co właściwie się nam przydarza.

    Wiele doświadczeń takich jak na przykład tak zwana depersonalizacja i derealizacja stawia nas ponownie przed tym odwiecznym dylematem: kim właściwie jestem i co tutaj robię?

    Może moje życie to naprawdę sen?

    Kiedy każdej nocy zasypiam, tracę poczucie swojej tożsamości. Nagle podczas snu przeżywam często nieprawdopodobne historie. Walczę, uciekam, kocham, żyję! Kim wtedy jestem? Gdzie wydarzają się moje senne przgody? Aha! Paradoks! W tym samym czasie jestem bohaterem swojego snu i zarazem tym który „nieświadomie” wyśniewa ten sen. To ja tworzę swój sen aby stać się jego bohaterem , zapominając że to tylko sen aż do czasu przebudzenia. Niemożliwe!!! A jednak! Być może to czego teraz doświadczam jest także snem który gdzieś tam wyśniewam! Oczywiście bardziej realnym niż moje senne mary, ale powiedz to bohaterowi moich snów 😉

    Kiedy zanurzeni jesteśmy we śnie nie pytamy kim jesteśmy? o co chodzi? jak się tutaj znalazłem? Po prostu żyjemy. Wszystko wydaje się na swoim miejscu, aż do czasu przebudzenia kiedy zdajemy sobię sprawę że był to „tylko” sen, a teraz zaczyna się „prawdziwe” życie :) Czyżby?

    Okazuje się że jesteśmy w stanie doświadczyć stanu świadomości który podobny jest przebudzeniu. Kiedy nagle zdajemy sobię sprawę że moje dotychczasowe życie jest snem, a stan którego w tej chwili doświadczam jest realnością. Dokładnie tak samo jak po przedzuniu ze snu czujemy że „ta” realność jest bardziej realna niż ta ze „snu”. Piszę o tym ponieważ kilka razy doświadczyłem takiego stanu. Niesamowite przeżycie! :) Być może tak zwana depersonalizacja jest tego typu doświadczeniem, podobnym do świadomego śnienia, kiedy we śnie nagle zdajemy sobię sprawę że śnimy.

    Ostatecznie to my zadecydujemy jak zinterpretować stan tak zwanej depersonalizacji. Jedni uznają że są „psychicznie zaburzeni” i poszukają pomocy medycznej, inni uznają że być może ta dotychczas oczywista rzeczywistość nie jest wcale taka oczywista. :)

    Tak czy inaczej wszystkich serdecznie pozdrawiam! :)

  • Nina2

    Te poczucie depersonalizacji (swiat jest makieta, jestem aktorem w dziwnej grze) wspaniale opisal Adam Wisniewski-Snerg (prawdopodobny autor scenariusza Matrixa) w swoich powiesciach „Wedlug lotra” i „Nagi cel”.

    • admin

      Wielkie dzięki za polecenie. Jak znajdę czas, to na pewno poszukam, bo jako pisarz pewnie potrafił to trochę lepiej ująć w słowa.

      Ah, i zapomniałabym, ze swojej strony polecam Mdłości Sartre’a. Jeśli chodzi o to poczucie dziwności i takie nagłe „zrywy” w dostrzeganiu świata, naprawdę niesamowity opis.

  • https://kamilalila.wordpress.com/ Kamilalila

    dzięki za wpis. Mam pytanie jako osoba zdrowa posiadająca partnera chorego. Jak mogę pomóc? Co mogę zrobić aby choroba nie popsuła naszego szczęścia. Mój chłopak od 12 lat z tym walczy, generalnie radzi sobie ale są momenty gdzie go „łapie” lęk i strach. Chciałabym mu pomóc, ale jak?

    • admin

      Cześć. Współczuję Twojemu chłopakowi, nawet sobie nie wyobrażam takich dwunastu lat. W każdym razie czytajcie, dokształcajcie się i próbujcie nowych metod. Nie chcę dawać konkretnych rad, bo mam zbyt małe doświadczenie, ale zwracajcie uwagę na to, że DPD to choroba powiązana z lękiem. Na forum, do którego dałam link we wpisie udziela się wiele osób, które nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, że wiele sytuacji je stresuje. I na to kłaść nacisk, nie ma co majstrować przy samym odczuciu. Postaraj się wyłapywać te sytuacje, w których odczuwa lęk i pracować (oczywiście razem z nim) nad wyeliminowaniem strachu. No i tutaj wchodzi mnóstwo metod, każda zależna od sytuacji i dopasowana do osoby. Ale warto szukać:)

      • https://kamilalila.wordpress.com/ Kamilalila

        Dzięki. Chyba tylko takie przekierowywanie może pomóc, oprócz rozmów. Wcześniej nieświadoma choroby zrobiłam mu terapię wstrząsową, bo wydawał mi się bezczelny, za odczucie nieszczęścia przy posiadaniu takiej rodziny, przyjaciół i przeżyć. Kazałam mu usiąść na przeciwko tych wszystkich fajnych wspomnień które ma przyklejone do ściany w postaci zdjęć i powiedzieć czy ma prawo być nieszczęśliwy. Pomogło, ale kurcze nieświadoma była co przez niego przemawia. No nic będę szukać „odwracacza uwagi”, choć on i tak ładnie sobie radzi, ma tylko momenty. I za te momenty się wezmę 😉

        • admin

          No tak, zdecydowanie miał prawo czuć się źle;) Szukaj na podnoszenie samoświadomości i poczucia bezpieczeństwa, kontroli. Powodzenia!

  • Maciej

    Moje odczucia sa zbiezne z Andrzejowymi. U mnie poczucie odrealnienia laczy sie z wizja niekontrolowanych czynnosci I decyzji, ktore chwilami moga byc straszne w skutkach. Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone jak pisal Macchiaveli. Zycie I ludzkie jaznie sie przenikaja. Trace poczucie czasu, przestrzeni, rozmywa mi sie wzrok, dostaje zawrotow glowy. Zaczynam dostrzegac strukture molekularna przwledmiotow, odbicia wzorow w galaktykach, doswiadczam poczucia niesmiertelnej wiecznosci I nieskonczonosci. Wciaga mnie wir wizji, uczuc, emocji, informacji, inaczej przebiega moj tok umyslowego procesu decyzyjnego. Inaczej postrzegam ludzi, inaczej ich oceniam, inaczej rozumiem ich decyzje. A potem wracam do rzeczywistosci, przerazony ta spontaniczna I niechcielana podroza na droga strone. To troche jakby takie dziewiate wrota ale inaczej. Alicja po drugiej stronie lustra? Ale te obrazy I informacje… tego jest za duzo. To jak doswiadczyc wszystkich emocji I informacji gleboko na raz. Teorie na temat swiata jakie przy tym powstaja zawstydzilyby niejednego astrofizyka. A to wszystko dlatego ze mam nudna prace za dobre pieniadze I ze czasem pokloce sie z partnerka????

    • Agnieszka Pietruczuk

      Hej. Cieszę się, że napisałeś.

      Co do Twojego ostatniego pytania- nie sądzę, żeby to było przyczyną. Jasne, tryb życia i nasza aktywność są kluczową sprawą, ale to bardziej chroniczny stres i lęk mają wpływać na odczucia depersonalizacji i derealizacji. I nie wiem, jakim jesteś typem człowieka, ale ja potrafię bez problemu po nieprzespanej nocy „włączyć” ten stan. Zauważyłam, że w dużej mierze to zależy ode mojej początkowej reakcji. Tego, czy zacznę się wkręcać dalej. Jeśli nie chcesz mieć tych stanów, a z tego co zrozumiałam, zdarzają się od czasu do czasu- to wygeneruj kategoryczny zakaz ciągnięcia takich myśli.

      W filmiku, do którego link wstawiłam na końcu chłopak dużo mówi o takim zastanawianiem się nad istotą rzeczy. I choć ja się z tego zawsze trochę śmieję, to w objawach DPD często podaje się filozoficzne rozważania. To prawda i nie ma co się dziwić osobie, która nagle przestaje czuć łączność ze światem, że pyta „czy to na pewno się dzieje?”. Ale postaw sobie jedno pytanie: co Ci dają te myśli? Czy dochodzisz do jakichś odpowiedzi? Jeśli czujesz się po nich gorzej, naucz się pytać za każdym razem „po co?” i urywać temat.

  • Maciej

    O tyle ze ja mam umysl naukowca I ja zawsze musze wiedziec I im trudniej tym ciekawiej. A stany takie mam od 25 lat z przerwami. Ostatnio od 5 tygodni nie odpuszcza I od momentu jak otwieram oczy do wieczornego kladzenia sie spac temat ten z t a pety mozgu nie schodzi. Probowalem umiarkowanie znieczulac sie alkoholem ale przy srednej kontroli decyzji to slaby pomysl. Tlumacze sobie zatem, ze jak mam za malo realne wrazenia to powinienem wlozyc palce do kontaktu I to przemawia za ogarnieciem sie 😉

    • Agnieszka Pietruczuk

      A masz jakieś zaburzenia lękowe? Albo długotrwały stres? Bardzo się przejmujesz niepowodzeniami? Wtedy może się nasilać i to może się wydawać okrężną drogą, ale najlepsze rozwiązanie to właśnie praca z lękiem.
      Alkohol, lekkie narkotyki, brak snu, osłabienie- wszystkie nasilają stan, często u ludzi bez wcześniejszych doświadczeń z depersonalizacją.

      • pawulon

        dokładnie! podejrzewam, że gdyby nie alkohol i trawa, nie wiedziałbym, że w głębi psychiki mam przyczajone skłonności do odrealnienia. Używki są katalizatorem depersonalizacji. Jeśli nie jesteś obdarzony tym przyczajonym genem – raczej trawa Ci nie zaszkodzi. U mnie niestety stało się odwrotnie i teraz życie to ciągła walka z uciążliwymi myślami na ten temat, z przerwami od 10 lat…

  • Maciej

    Malo snu I duzo treningow ale bez wyczerpania…

    • Agnieszka Pietruczuk

      To najważniejsze. A co do lęku- często się zdarza, że ludzie sobie nie zdają sprawy z tego, jak napięci są cały czas i jakiego stresu doświadczają. Jak będziesz chciał napisać, zakładka jest u góry:)

      Miłego czytania!

  • Benderka

    Dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama.. Już sama myśl sprowadza mnie na realną ścieżkę 😉 Depersonalizacja jest straszna :(

    • Agnieszka Pietruczuk

      Zdecydowanie nie jesteś sama 😉 Słuchaj rad osób, które wyszły z depersonalizacji-zazwyczaj brzmią podobnie i trafiają w sedno.

  • Zdepresonalizowany?

    Od dwóch tygodni mam obniżony nastrój. Przeplata się to gorszymi i lepszymi dniami. Więcej jest tych lepszych. Od paru dni czuje się trochę jak we śnie, w takim złym śnie. Odczuwam silny lęk z tego powodu. Koło się nakręca i nie pozwala mi o tym przestać myśleć. Boje się zwariować, zawsze bałem się najbardziej chorób psychicznych. Nie mam problemów z pamięcią. Ogółem ostatnio mam mało problemów. Może to dlatego, że mało sypiałem, wyniki stresu albo wychodzą probleym z przeszłości. Czuje się jakby każdy dzień był nowym życiem z doklejoną pamięcią o pozostałych latach mojego życia. Usilenie przypominam sobie fragmenty poprzednich dni, a czasem nawet lat aby nie zgubić swojej tożsamości. Próbuję czasem na to nie zwracać uwagi. ale nie wiem czy to dobra metoda. Wychodząc na zewnątrz czuje się jak w innym świecie choć to te same ulice, te same autobusy, ludzie, budynki. W głębi siebie wiem, że ja to ja i że po prostu coś się ze mną dzieje. Jednak nie chcę przestać odczuwać tego co realne i tego co istnieje. Moje myśli kierują się na to czym jest życie skoro zostają po nim tylko obrazy, a każdy dzień przemija i tylko wyłącznie o nim pamiętamy i nie zachowujemy nic po nim. Nie wiem, może dotyka mnie depersonalizacja i derealizacja, ale nie wiem ajk sobie z tym radzić i czy da się z tym wygrać. Tak jak ktoś już wspomniał, boje się, że to nie minie. Mam kochająca narzeczoną, rodzinę, plany na przyszłość, kończe niedługo studia, więc życie stoi przede mną otworem. Chce je odczuwać jak do tej pory.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Tak, niezwracanie uwagi jest całkiem niezłą strategią 😉 Poza tym walka z lękami i właśnie stresem, najlepiej przez czytanie książek/artykułów o tym i robienie różnych praktycznych ćwiczeń.

      „Czuje się jakby każdy dzień był nowym życiem z doklejoną pamięcią o pozostałych latach mojego życia.”

      Dokładnie wiem o czym mówisz, co całkiem nieźle świadczy o tym, że to może być derealizacja. Pamiętasz wszystko i wiesz, że to Twoje życie, ale nie czujesz tego, rozumiem.
      I nie martw się, to jest do wyleczenia. Tylko musisz się do tego na początku przyzwyczaić i po prostu zignorować. Wiem, że to trudne, ale Ty sobie doskonale zdajesz sprawę z tego, że to błędne koło. Pisałam ostatnio o akceptacji, może się przydać:
      http://cloudymind.pl/wordpress/akceptacja/

      Pisz, jakbyś jeszcze chciał się czymś podzielić albo potrzebował pomocy w tworzeniu planu na wychodzenie z tego 😉

  • Miriam

    Bardzo ciekawy temat ,stany które opisujecie towarzyszyły mi od dziecka i teraz dopiero wiem jak je nazwać.Zawsze myślałam ,że to przytrafia się tylko mnie a okazuje się że nie jestem sama i wiele osób to przeżywa.Fakt uczucie nie jest przyjemne ale najlepszy sposób to właśnie ignorowanie ,odwrócenie uwagi i zajęcie myśli czym innym.Ciekawie pisze Andrzej też mam takie same przemyślenia ,ale tajemnicy sensu naszego istnienia chyba nigdy nie rozwikłamy.Jedynie co nam może pomóc to wiara w Boga wtedy wszystko staje się bardziej zrozumiałe i proste.
    Pozdrawiam wszystkich.

  • ja

    W lipcu będę miał „23 urodziny” depersonalizacji i derealizacji… Nigdy mi nie odpuściło ani na krótką chwilę. Tak naprawdę to bagno z którego nie ma wyjścia. Ani jeden specjalista mi nie pomógł. A życie zwłaszcza rodzinne obraca mi się w pył….

    • Agnieszka Pietruczuk

      A masz też zaburzenia lękowe?

  • ja

    Tak miewam takowe zaburzenia. Na szczęście nie jest to objaw dominujący w moich przypadłościach. Na tę chwilę daję sobie z tym radę myślę, że jest to zasługa uprawiania kolarstwa. Jednak w kwestii Depersonalizacji i derealizacji nie zmieniło się nic. Dwadzieścia trzy lata… I choć tę diagnozę potwierdziło kilku lekarzy niestety nikt się tym zbytnio nie przejął… Tak tyle lat i nigdy nie odpuściło mi ani na chwilę… Jeśli ktoś chciałby ze mną porozmawiać na ten temat chętnie się podzielę tym niemal ćwierćwiecznym doświadczeniem. Dodam tylko, że moja choroba nie jest skutkiem palenia trawki ćpania czy czegoś tam. Całe życie jestem całkowitym abstynentem.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Dzięki za komentarz. Jeśli ktoś będzie chciał skontaktować się z Tobą, może to zrobić za pośrednictwem mnie. Ja też odezwę się do Ciebie niedługo 😉

  • ere

    Ciekawe jak wypadają te ‚zaburzenia’ na tle kultur dalekiego wschodu. Tamtejsze filozofie i praktyki duchowe wręcz dążą do takich stanów. Przypuszczam, że mają dzięki temu pewien komfort gdy doznają opisanych stanów, bo traktują to raczej pozytywnie.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Ciężko klasyfikować takie stany, bo teoretycznie DPD jest pożądane w niektórych sytuacjach. Gorzej gdy zamiast służyć, upośledza Ci funkcjonowanie praktycznie każdego dnia (jak możesz poczytać w komentarzach). Derealizacja w takiej postaci, o jakiej ja pisałam jest ściśle połączona z lękiem. I do tego pewnie nikt nie dąży 😉 Ale nie tylko ludzie na Dalekim Wschodzie starają się wywoływać tę lepszą postać dd. Narkotyki są najlepszym dowodem na to, że u nas są one tak samo pożądane.

  • ja

    Pożądane w niektórych sytuacjach… Mam pytanie czy doświadczyłaś tego koszmaru? Wiesz jak to jest śnić na jawie, patrzeć na swoje ręce jak wykonują polecenia i nie czuć przynależności do nich? Albo iść ulicą i widzieć jak coś cię wyprzedza no tak to coś to tylko moje nogi moję? A może tego pana obok? A dłonie? Może też kolegi… Tylko dlaczego robią co im każę? Świat, który mnie otacza, wyobcowanie dźwięki, które doprowadzają mnie do szału… Znienawidziłem radio i telewizję do tego stopnia, że nawet nie odwiedzam rodziny bo tam gra telewizja… A tam wszystko takie sztuczne jak ja i wszystko obok… Zakupy nie ma mowy tam gdzie gra radio nawet nie wejdę choćbym z głodu zdechł… To jest życie? To taki telegraficzny skrócik…Co w tym można pożądać? Powiedz jesteś psychologiem czy nieszczęśnikiem dotkniętym DD?

    • Agnieszka Pietruczuk

      Zgadzam się z Tobą- DPD jest naprawdę okropnym stanem i doświadczyłam kilku epizodów z silnym lękiem. Ale jednocześnie stany, których doświadczają lekarze, żołnierze czy osoby pod wpływem narkotyków także nazywa się derealizacją lub depersonalizacją. Tak jak już pisałam w odpowiedzi na komentarz ere, strach sprawia, że jest to beznadziejny stan, ale jednak jeśli weźmiemy pod lupę definicję z DSM, zdarzają się odrealnienia bez reakcji lękowej i przeżywa się je trochę inaczej. Zwłaszcza jeśli wiesz, że przejdą.
      Oczywiście Ty nie masz tego komfortu i dlatego tak trudno Ci uwierzyć w to, że ktoś może derealizację uznać za coś ciekawego, ale zdarzają się tacy ludzie. Po prostu bez strachu przed tym doświadczeniem to już całkiem co innego. No, ale ewe pisała o doświadczenia ludzi związanych z filozofią buddyjską i dla nich to dość naturalne i całkiem kontrolowane przeżycie.

      • ere

        Dokładnie tak. A może da się ten lęk oswoić albo inaczej, podciąć mu korzenia poprzez kontrolowane wejścia w podobne stany? Dokonać reframingu całego doświadczenia na chociażby neutralne? Tak się zastanawiam na ile to możliwe, taka praca z umysłem, poza ścieżką która ma jakiś wzniosły duchowy cel? W tym przypadku celem byłaby jakaś stabilizacja, ‚mała normalność’, a tam jest to zawsze poddanie jakieś totalnej wizji, która jednak wyzwala zupełnie inny rodzaj motywacji i nastawienia. Może tę przypadłość da uczynić glebą dla jakiś wartościowych wglądów dot. rzeczywistośći albo początku drogi w ich kierunku? W trójmieście jest psycholożka i mniszka buddyzmu koreańskiego, zapomniałem niestety jej nazwiska, ale sprawia wrażenie sensownej osoby.

        Powodzenia!

  • aaaaa

    Najlepszym rozwiazaniem jest nie myslenie o dpd, jesli bedziesz sie tym zadreczac to bedziesz czuc sie coraz gorzej. proponuje wybrac sie do lekarza, wypisze jakies leki uspokajajace przy ktorych zapomnisz o tej „chorobie” :) i wszystko wroci do normy.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Dzięki za komentarz 😉 Jasne, najlepszym rozwiązaniem jest praca nad lękiem i właśnie ignorowanie depersonalizacji/derealizacji. Ale jednocześnie zarówno lekarze, jak i pacjenci wiedzą, że leki uspokajające nie są takim prostym rozwiązaniem. Większość osób z dpd ma te zaburzenia przez kilka lat i próbuje wielu leków. Masz rację w tym, że optymizm jest odpowiednią postawą i na pewno można z tego wyjść, ale jednocześnie warto zdawać sobie sprawę z tego, że potrzeba siły i ciężkiej pracy, by to zrobić.

  • x

    Bardzo dobrze napisany artykuł, świetnie oddaje emocje odczuwane przez osobę ogarniętą derealizacją i depersonalizacją.

  • K.P.

    witam! nie wiem jak to ująć w słowa… ale czy ktoś z was miał takie problemy typu, że nie ogarniam jak to jest, że mówię, albo się poruszam, robię to normalnie, automatycznie i sprawnie, ale nie ogarniam jak to jest i o tym myślę. ciąglę sprawdzam czy na pewno mam władzę w ciele. boję się jej stracić. jeśli ktoś z nerwicą lub podobnymi objawami mi pomógł, to proszę piszcie na polakk6@gmail.com

    • A.

      Taak , mam dokladnie to samo. Średnio to 5-6h dziennie spędzam na myśleniu o tym czy to wszystko dookola mnie się dzieje naprawde albo czy na pewno mam kontrolę nad sobą . Albo caly czas tez myślę o mojej egzystencji w czasie i jak ją sprawdzić , jak dotknąć (nie doslownie , ale nie mogę znaleźć lepszego słowa) ten czas. Jak juz wpadam w ten „trans” odrealnienia to nie mogę z niego wyjść sama , musze czekać aż on sam ustapi. Np. później jak juz zdam sobie sprawę z tego ze w nim jestem i próbuje z niego wyjść koncentrując się na różnych rzeczach , ale w końcu się poddaje bo nic to nie daje. :/

      • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

        Taka refleksja – nie wiem czy skupianie się na polepszaniu swojego stanu jest dobrą taktyką. Lepiej w takich chwilach odciągnąć swoją uwagę w całkiem inne miejsce. Serial, rozmowa telefoniczna itp. I to w jak najwcześniejszym etapie. Postaraj się też zmuszać się do nie myślenia o takich filozoficznych kwestiach. To dość nawykowe, jeśli nie będziesz poświęcać temu czasu, w końcu przestaniesz czuć potrzebę.

    • Daniel

      witam! ja miałem coś podobnego często sprawdzałem czy mam władze w ciele głównie w nocy albo rano gdy sie obudziłem brało się to stąd że bałem się że wszystko co się dzieje dokoła to wytwórnia mojej wyobraźni że dzieje się to w mojej głowie i że gdy zamknę oczy i pójdę spać to wszystko zniknie. Po jakimś czasie przeszło samoistnie ale po tym rozmyślałem nad tym czy sposób w jaki patrzę jest właściwy tzn. dlaczego widzę innych twarz a swojej nie skoro jej nie widzę nie widzę siebie to kim naprawdę jestem!? dlaczego nie widzę siebie np od tyłu albo dlaczego nie widzę jak mówię jakie miny robię itp. i wkurzało mnie to bo cały czas panikowałem że coś jest nie tak

  • M

    Znam to doskonale…od 8lat…a mam prawie 23… Dramat :/ neurolog, psychiatra, psychoterapia i nic się nie zmienia… Tracę nadzieję, na wyjście z tego g***wna bo z każdym dniem jest gorzej, nie lepiej. Życie ucieka między palcami bo ani szkoła, ani praca… Nie mam już siły na walkę z życiem :(

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Rozumiem doskonale, ale 23 lata to na szczęście nie tak dużo. Zawsze warto próbować walczyć z tą paskudą i niestety nie ma innego wyjścia. Jeśli potrzebujesz wsparcia, to polecam grupę na fb Derealizacja / Depersonalizacja POLAND i oczywiście resztę wpisów na blogu powiązanych z lękiem
      i zwiększaniem pewności siebie.

  • natalia

    a ja od 4 lat walcze z nerwicą, lękami. zmieniłam jakies 4 miesiace temu leki- bylo ok. ale teraz od tygodnia znów wróciło. mam prace,nie mam sił sama dojechać do niej. musze kogos prosic, by mnie rano o 4.30 do niej zawiózł. boje sie wyjsc z domu.. co ja mam robić. pomocy :(((

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Jeśli było ok, to oznacza, że może być. Jasne, takie nawroty się zdarzają. Zawsze powtarzam, że wychodzenie z nerwicy/depresji to sprawianie, że nawroty są coraz mniej dotkliwe i coraz bardziej rzadkie 😉 Nie załamuj się w takich chwilach, stwórz sobie plan „awaryjny”- co robić i czego nie robić gdy znowu się pogorszy i trzymaj się go bardzo dokładnie. Teraz rób dokładnie to, co robiłaś gdy było dobrze. Nie myśl godzinami o czarnych scenariuszach, nie pij alkoholu, nie pogrążaj się w smutku.

  • Wojtek

    Witam. Jestem Wojtek. Mam 16 lat, również się z tym zmagam.
    Pozwolę sobie streścić moją historię tego zaburzenia, może ktoś przy okazji otrzyma odpowiedź na jakieś pytanie.

    WCZESNY POCZĄTEK
    ———————————
    Zaczęło się to mniej więcej w grudniu/styczniu 2013/2014r.Podczas lekcji w gimnazjum doświadczałem problemów z przestrzenią tj. jak przez jakiś czas się nie ruszałem patrząc w punkt, to potem, gdy zamierzałem się poruszyć, to nagle wykonywałem gwałtowny ruch przy czym niemal zawsze towarzyszyło momentalne zestawienie tych samych objawów: charakterystyczny nagły dreszcz, nagła fala silnego lęku przechodzącego przez całe ciało, uczucie zmiany otoczenia, rozkojarzenie i przede wszystkim uczucie zagubienia wśród tego co mnie otacza, jakbym zawisł gdzieś w danym miejscu, czasie i całej rzeczywistości nie mogąc się odnaleźć.

    PRZEŁOM
    —————–
    Potem była przerwa, aż do 1 czerwca (Dzień Dziecka :/), który to dzień był jednym z najokropniejszych w moim życiu. Do uczucia silnego odrealnienia dorzucam jeszcze, że cały czas mi się kręciło. Uciekałem co chwilę do różnych sprzętów, próbując odciąć się od świata. Rodzice mówili, że przesadzam ze sprzętami (byłem zrozpaczony, gdyż oni nie wiedzieli o tym co się dzieje). Pamiętam szczególnie jeden dzień, pod koniec roku szkolnego, gdy poszedłem (chyba) w piątek z 2-ma kolegami na dwór. Ciągnął się on w nieskończoność. Praktycznie cały ten dzień pamiętam jakbym śnił na jawie. Najdziwniejsze wydawały mi się chyba mijające pory dnia (np. świeciło złote słońce, nie wiedziałem po co to wszystko się „generuje”, nie rozumiałem, która jest godzina, otoczenie stało się obce, toczyłem walkę w myślach). Na szczęście mam fajnych kolegów, jeden może mówić non stop, a mu wystarczy w zupełności, gdy będę tylko odpowiadał „no”,”aha”,”naprawdę?”,”nieźle”… Nie wzbudziłem spostrzeżeń.

    OKRES WAKACJI
    —————————-
    W wakacje jak najbardziej dalej miałem z tym problemy, chodź część mojej uwagi pochłonęły inne lęki, fobie etc. Przeważały raczej typowe objawy nerwicy. Wrażenie dziwności miałem chyba cały czas, ale już bez jakichkolwiek nieprzyjemnych objawów. Mimo to trochę mnie to drażniło. Chyba mogę uznać, że powoli się uspokajało jeśli chodzi o dd.

    POCZĄTEK LICEUM
    —————————-
    Przez pierwsze półtora tygodnia ogromnie się stresowałem. Powrócił chyba mój strach przed wystąpieniami społecznymi (fobia społeczna to jedna z rzeczy, przez którą wszystko się zaczęło, ale to już kilka lat temu), choć trwało to krótki czas. Potem czułem się już niesamowicie. Normalnie 0 stresu, nie wiem jak to zrobiłem ! Zacząłem dyskutować na lekcjach na różne tematy z nauczycielami, zgłaszałem się. Zacząłem zagadywać do dziewczyn, wzbudziłem stare pasje, wszystko sprawiało mi ogromną frajdę i radość ! W mojej głowie zbudowała się jakby tarcza, automatycznie odpierająca wszystkie obawy, smutne myśli, dd, lęk i wgl. do wszystkich takich rzeczy miałem mega dystans. Pamiętam swoje motto kiedy coś niechcianego nasunęło mi się przypadkowo na myśl: „Po co teraz o tym w ogóle myśleć ? Po co się tym teraz przejmować ? Przecież jestem szczęsliwy !”. To był super okres. Dzisiaj znów odczuwam dd, choć zbierając do kupy wszystkie doświadczenia i posiłkując się faktami np. „To nic groźnego.”,”Wyłącznie lęk za to odpowiada (co skutkuje automatycznym wyciszeniem się)” powinienem sobie poradzić.
    Pozdrawiam wszystkich :)

  • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

    Hej. Nic nie szkodzi z tym chaosem, trudno coś takiego opisać jasno. Wyobrażam sobie (przynajmniej w części) co czujesz i jak męczące to musi być.

    Przepraszam jednocześnie za tak późną reakcję, ale wyjechałam na jakiś czas.

    Myślę, że posunąłeś się zbyt daleko z analizą. Oczywiście, tysiąc rzeczy można naprawić, ale to mi przyszło do głowy kiedy Cię czytałam. Kiedyś miałam podobną sytuację. Przeczytałam zbyt dużo artykułów o różnych osobowościach, które składają się na nas i zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakich wyborów dokonywać i która z osobowości w tej chwili podejmuje decyzję. Po tygodniu byłam przerażona, bo niezdecydowanie i głęboka analiza się nasilały. I tę refleksyjność trzeba stłamsić jak najszybciej. Niektórzy ludzie mają tendencję do autorefleksji, która jest… inna niż taka zwykła obserwacja. Jest głębsza, zawiesza nas w jakiś sposób. Doskonale wiem, czemu wybrałeś przykład lekcji w szkole, czułam dokładnie to samo „odlatując” podczas słuchania nauczyciela.

    Przede wszystkim musisz podjąć decyzję. Podjąć decyzję o tym, że to zostawiasz, że dajesz życiu po prostu płynąć bez zastanawiania się nad tym, co czujesz. Powiedzieć sobie, że nawet jeśli jesteś obłąkany, manipulowany, źle odbierasz świat, to postanawiasz to zignorować i po prostu żyć. Bardzo trudna decyzja, możesz spróbować nie myśleć o takich sprawach przez trzy dni. Cokolwiek by się nie działo, jakiekolwiek przemyślenia by Cię nie naszły, po prostu ignorujesz.

    Poza tym pokaż się koniecznie na forum Derealizacja / Depersonalizacja POLAND, możesz poznać parę osób, które przeszły to samo.

  • K.P.

    michał napisz.. pogadamy. miałem podobnie :) polakk6@gmail.com

  • mgielka

    Michal…nie jestes sam… slowa ktore nakresliles jawia sie tak znajome… tak bardzo chcialabym z Toba pogadac. Magda. Napisz..nyu@onet.eu

  • gość

    czy można gdzieś uzyskać pomoc w tym schorzeniu ale taką prawdziwą bo chodzenie do lekarzy branie psychotropów i trucie się przez całe życie nie daje efektów

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Zajrzyj na grupę Derealizacja / Depersonalizacja POLAND na fb. Często wymieniamy się metodami albo opiniami o lekarzach. Poza tym chyba jedyne, co możesz zrobić, to zrezygnować ze wszelkich używek i postawić na regularny tryb życia, sport, odpowiednią dietę, regularny sen. Poza tym ćwiczenia takie, jak możesz znaleźć tutaj na blogu – http://cloudymind.pl/jak-proste-skojarzenia-wplywaja-na-twoje-nastawienie/ albo http://cloudymind.pl/akceptacja/
      Najważniejsze to zablokować sobie możliwość odczuwania lęku. Właśnie po to dbanie o swój organizm i ćwiczenia. Jeśli ograniczysz do minimum stres, napięcie, presję itp., a jednocześnie usuniesz wszelkie źródła „sztucznego” napięcia, jak np. kawa czy alkohol (zwłaszcza stan na drugi dzień), będzie dobrze. Z tego co widzę, to najlepsza droga.

  • Matek

    Zaciekawiło mnie to co napisałeś o samochodach wyglądających jak resoraki. Swego czasu też doświadczałem podobnej perspektywy patrzenia. Pamietam, że np. pudełko od zapałek, które trzymałem w rękach było okropnie małe, tak samo jak i cały pokój w którym się znajdowałem. Tak jakby rozmiar całego pokoju w którym siedziałem był niesamowicie mały, tzn. wszystko miało swoje proporcje ale czułem i widziałem, że jestem w bardzo małym pomieszczeniu i ja sam jestem bardzo mały, może ‚odległy’ bardziej by do tego pasowało. Tak, wszystko było małe i odległe. Czułem się, jakbym z bardzo dalekiego miejsca w swojej głowie patrzał przez oczy na odległy świat, co w zestawieniu z faktem, że znajduję się w tym świecie było bardo groteskowe. Zazwyczaj właśnie doswiadczałem tego przez zmianę w percepcji wizualnej ale również przez zmianę w poczuciu położenia siebie w przestrzeni.

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Dokładnie tak to wygląda, miałam identyczne uczucia. Niby proporcje są identyczne, ale po prostu czujesz, że wszystko jest małe 😉 Jeśli taki stan będzie się powtarzał, nie bój się go. Odetchnij i powiedz sobie, że na pewno zaraz minie. Zazwyczaj zajęcie się czymś i odciągnięcie uwagi działa.

  • Life_Is_Unfair

    odezwij się, mam tak samo

    autorka tego postu jest genialna – nigdy wcześniej nie czytałem tak dokładnego opisu DPD. Ciebie również proszę o kontakt.

    Ludzie, spotkajmy się może, i tak siedzimy w domach i udajemy, że wszytko jest dobrze. Wychodzimy do naszych znajomych, których liczba się kurczy, bo mniej czasu im poświęcamy i odchodzą. Nie, nie dlatego, że tego chcemy. Kto ma derealizacje, ten rozumie.

    Tylko między sobą możemy się dogadać, gdyż tylko my siebie nawzajem rozumiemy.

    Mail: donkropa1@interia.pl

  • Saamik

    Kiedyś to miałam , ale tylko przez chwle. Na WFie w 6 klasie zaczelam miec mroczki przed oczami. Poszlam do szatni. Bylo tam lustro. Patrylam w niemi mialam wrazenie, ze to nie ja! Bylo o conajmniej dziwne. Przypadkowo trafilam na ten artykul i juz wiem co mi bylo :)

  • grim1234

    Ja mam tak, że… no, trudno to opisać oczywiście. Ale objaw nr 1 u mnie to to, że po prostu nie czuję, że wszystko co mnie otacza to przestrzeń – otoczenie odbieram jako obraz. Nie mam poczucia przebywania w świecie, raczej poczucie oglądania go. Ludzie też – bardziej obraz niż poruszające się żywe istoty, niby wiem, że są żywi, ale ani tego nie widzę, ani nie czuję. Można by powiedzieć, że z widoku 3D zszedłem na 2D. O dziwo, często wspomnienia zdarzeń wydają się bardziej realne, niż one same. Możliwe, że to dlatego, że w moim sposobie odbierania wspomnień nic się nie zmieniło i oddziałują na mnie tak samo, jak wcześniej. Boję się też trochę patrzeć w lustro, bo osoba, którą w niej widzę po prostu jakby…. nie ma znaczenia. Po prostu tam jest, ale czy powiedziałbym, że to ja? Tak średnio czuję się związany (chyba tylko desperacka chęć powrotu do prawdziwego świata sprawia, że mi zależy na sobie). Czasami najchętniej oddałbym się zupełnej pustce i zniknął kompletnie – odleciał w jakąś czeluść, bo właśnie tak się czuję – jakbym dryfował między istnieniem (a istnienie w tym stanie wymaga walki, t.j. istnienie to już nie jest coś oczywistego i intuicyjnego co „robi się” samo, tylko coś, co trzeba samemu starać się „robić”), a zniknięciem mojej osobowości (bo kojarzy się z kompletnym odpuszczeniem, takim gdy odlatujemy w świat snów).

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Też miałam takie uczucie znikania, ale podczas depresji – jak tak bardzo nie chciało mi się angażować w żadną część życia, że po prostu czułam, jak staję się mniejsza (w rozumieniu ja jako moje wszystkie aktywności) i mogłabym usiąść, nic nie robić i zniknąć całkiem. A w DD najgorzej pamiętam odbieranie ludzi właśnie – wiesz, że to ludzie, ale nie czujesz, że mają jakieś stany wewnętrzne, że rzeczywiście przetwarzają informacje, które im przekazujesz. Takie uczucie, że mógłbyś do kogoś podejść, pstryknąć go w nos i nic by się nie stało 😉

      • grim1234

        Aż tak źle na szczęście nie mam, akurat muszę stwierdzić, że mi się polepszyło to moje DD, ale z drugiej strony jest teraz bardziej nijako – wcześniej głębszy stan powodował głębsze przeżywanie tego, a więc JAKIEŚ przeżywanie było, coś się czuło – teraz bardzo mało. Myślę, że czas się wybrać do psychiatry, bo sam nie wiem, czy to nie jest przypadkiem depresja. Tej się boję chyba bardziej, bo popełniłem wiele złych rzeczy, których żałuję, a najbardziej boję się przepraszać ludzi którym wyrządziłem krzywdę… ale mogę też wyolbrzymiać, bo siedzę sam ze sobą tylko z problemami w głowie.

        • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

          Etykieta zaburzenia nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Tj. tak, zawsze możesz się spodziewać innego rozwoju choroby jeśli masz depresję i innego jeśli to nerwica, dd, border itp. Ale z drugiej strony bardzo często objawy się przeplatają. Więc wszystko zależy od Ciebie, Twojego charakteru. Niezależnie od tego, co się ma, wiele pracy opiera się o akceptację siebie, nastawienie i takie tam 😉

  • Student23

    Mój komentarz będzie zwięzły i konkretny. Zacznę od tego, że doświadczyłem depersonalizacji po zażyciu środków psychoaktywnych. Miałem wszystkie objawy, o których piszecie, włącznie z wszechogarniającym lękiem od otwarcia oczu z samego poranka do zaśnięcia. Bardzo schudłem, paliłem paczkę papierosów na dwa dni. Bałem się własnych myśli jakby nie były moje. Ciągle się kontrolowałem. Ćpałem dalej w nadziei,że „wszystko mi się cofnie” jak sobie wkręcę odpowiednie rzeczy w tym stanie. Nie pomogło. Przyjaciele ani rodzina niczego nie zauważyli, nie mówiłem im też o tym. Nie mogę ich w takim razie winić za to, skoro cały czas się kontrolowałem, żeby być jak najnormalniejszy. W końcu postanowiłem coś ze sobą zrobić. Przestałem ćpać, znalazłem pracę i zauważyłem, że bardzo pomocne w tym wszystkim są dziewczyny. Tak, jestem kobieciarzem, przystojnym i czarującym. Przez ubiegły rok zmieniałem je jedna za drugą i myślę, że w pewnym sensie to mi pomogło. To, czyli kompulsywny seks. Poczucie maksymalnej bliskości z drugą osobą. W końcu, obecnie znalazłem tą jedną jedyną. Jestem z nią pół roku. Pozbyłem się tego zaburzenia. Jestem sobą. Kochamy się, dbamy o siebie i często uprawiamy seks. Moi drodzy, mnie w wyciągnięciu się z tego pomógł częsty seks i zajęcie się pracą. Znajdźcie miłość, rżnijcie się dziko i pracujcie rzucając się w wir zajęć. Pomoże.

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Dzięki za komentarz. Nietypowa rada, ale może komuś pomoże 😉

      • Student23

        Uważam, że podstawą zdrowia psychicznego jest regularny seks z jednym partnerem i zajmująca praca. Poczucie bliskości, bezpieczeństwa i miłości z jednej strony, a skuteczność, wyraziste efekty swojej pracy z drugiej skutkują wiarą we własne możliwości i poczuciem bycia potrzebnym i kochanym. Nie uważam, żebym napisał coś nietypowego.

        • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

          Obie rzeczy są ważne. Obie mogą prowadzić do uzależnienia, ale są ważne. Z mojej perspektywy o ile relacje z ludźmi i bliskość są dość popularną radą, o tyle rzadko spotykam wskazanie konkretnie na seks. Ale nietypowe nie oznacza nieodpowiednie, zgadzam się w dużej mierze z Twoim pierwszym komentarzem 😉

          • Student23

            Jedzenie czekolady, robienie tatuaży albo dłubanie w nosie też może prowadzić do uzależnienia. Zdrowy rozsądek to jedno, ale nie robienie czegoś co lubisz ze strachu przed uzależnieniem to lekka przesada nie sądzisz Aga? Skoro interesujesz się psychologią to chyba wiesz o koncepcjach terapii w oparciu o seks czy bliskość fizyczną. Inna sprawa, że odchodzi się od nich ze względu na nadużycia, etykę czy zwyczajnie skandale, nie uważam jednak, żeby częste uprawianie miłości z jednym partnerem było czymś złym. Ba, jak widać może być pomocne w odzyskaniu stabilności psychicznej, dlatego sugeruję tę opcję jako na moim przykładzie skuteczną metodę ogarnięcia się. Miło, ze się zgadzasz Agnieszko.

          • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

            Jest pewna różnica między robieniem miłych rzeczy, bo je lubimy a robieniem ich, bo uciekamy przed czymś. Ja osobiście staram się unikać uciekania w pracę lub w jedzenie (co często robiłam w przeszłości), bo zazwyczaj widząc taki schemat od razu wyczuwam pewne zagrożenie. Nie chodzi o konkretne czynności, a o tworzenie nawyków na zasadzie „bodziec, którego nie lubimy” -> „reakcja”. Mimo wszystko uważam, że warto szukać też hedonistycznych przyjemności, bo lepszy nastrój na co dzień pomaga w wychodzeniu z zaburzeń psychicznych. Tylko warto być świadomym tego rodzaju zależności.

          • Student23

            Pozwolę sobie posłużyć się swoim przykładem. Kiedy byłem w rozsypce, depersonalizacja, przemożny, permanentny lęk to faktycznie robiłem rzeczy na pograniczu zagrożenia, nie przeczę że było to złe. Lecz kiedy z tego wyszedłem uspokoiłem się i skupiłem na jednej osobie. Myślę, że dałem radę. Chciałem tylko ukazać swoją drogą do wyzdrowienia na bazie seksu. Jeśli chociaż jednej osobie może to pomóc to uważam, że mój wpis nie jest nic nie warty. Poznanie własnych schematów pomaga w życiu co? Studentka psychologii czy takie hobby?

          • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

            No i pewnie pomoże 😉 Poznanie własnych schematów strasznie pomaga, ale dla mnie było (i nadal jest przy kolejnych) cholernie frustrujące. Zwłaszcza, kiedy się orientuję, że przerzucam odpowiedzialność na innych 😉 Skończyłam niedawno kognitywistykę, czyli coś pokrewnego. Pracuję jako programista.

          • Student23

            No tak haha, opinia o kognitywistyce – świetne studia, pracy po tym brak. Ale poradziłaś sobie, tylko się cieszyć. Powodzenia i wytrwałości w prowadzeniu bloga.

    • Kot

      To, co zrobiłeś, nie tylko jest kompulsją, lecz również wyparciem swoich stanów lękowych, co oznacza, że posiadasz iluzoryczne poczucie kontroli, które przy poważniejszym kryzysie może rozsypać się w drobny mak. Ani praca, ani partner nie są stanami, ergo prędzej czy później przeminą.
      Skoro powiedziałeś A i sprowokowałeś transgresję, musisz powiedzieć B i zmierzyć się z problemem, jeśli nie chcesz wpaść w błędne koło lęków, depresji i uzależnień.

      Sprawdzoną metodą na dysonans poznawczy jest akceptacja istnienia kompulsywnych myśli i „oświetlenia” ich swoją świadomością, czyli medytacja uważności.

  • a.

    Witam,
    przez długi czas czułam się odosobniona z tym problemem, nie zdawałam sobie sprawy, że jest on tak powszechny.. Bardzo chciałabym porozmawiać z osoba, która cierpi na te same zaburzenia. Może jest tu ktoś, kto myśli podobnie? :)

  • Karolina Miodek

    Pamiętam dokładnie dzień w którym „to” się u mnie zaczęło. Byłam wtedy na treningu karate, w pewnym momencie poczułam że mi słabo (a właściwie to tylko tak potrafiłam to nazwać), że wszystko jest takie… Dziwne. Że jestem jedynie obserwatorką tego co się dzieje i nie biorę udziału w sytuacji która dzieje się wokół mnie. Wcześniej skończyłam trening , usiadłam w szatni (miałam wtedy może 9 lat) , parę mam czekało już wtedy na swoje dzieci, mojej jeszcze nie było. Ale powiedziały mi wszystkie zgodnie że to „normalne” i że tak się dzieje wraz z dojrzewaniem. I tak oto rozpoczęła się moja „walka” o rzeczywistość. Już nie miałam typowych problemów w życiu, już niczym nie miałam szans się przejmować, bo moim największym problemem było to że w pewnym momencie uderzało mnie uczucie „co ja tu robię” , zapominałam co robiłam chwilę wcześniej, próbowałam sobie przypomnieć ale nie potrafiłam. Od tej pory wszystkie normalne czynności stały się dla mnie katorgą. Trwało to parę lat zanim sama poradziłam sobie z moim problemem. (Paroma sposobami, może pomógł też czas…) Ale lat w których to się działo… Nie pamiętam. Pamiętam jedynie sytuacje w których udawało mi się na chwilę wrócić do „realności” , np. gdy wracałam z zawodów sportowych na których udało mi się być na podium, pamiętam że zadzwoniłam do mamy zadowolona że już wiem jak poradzić sobie z tym odrealnieniem, że skupiłam się na zawodach i zapomniałam że coś takiego „mam”. Szkoda tylko, że moja mama ani nikt nie pomógł mi z tą przypadłością. Moimi sposobami na to żeby gdzieś dojść i nie zwariować było np. wybieranie punktu do którego dojdę. „Teraz dam radę dojsć do czerwonego samochodu, teraz dam radę przejsć 20 kroków” Balam się wtedy nawet wyjść do sklepu. Pare lat – poradziłam sobie, ok koniec problemu. Ale potem zmarła moja babcia , a ja wraz z usłyszeniem tej tragicznej wieści znów poczułam jakby nałożono na skrawek miejsca w którym jestem (byłam wtedy na boisku do piłki nożnej) wielką szklaną bańkę. Jakby ktoś przykrył miejsce w którym jestem wielką szybą. Wiedziałam co to jest , ale tym razem postanowiłam udać się do psychologa. Wizyte miałam dopiero za miesiąc, zdążyłam moimi starymi sposobami sobie na to zaradzić. A najbardziej pomogło mi gdy psycholog po moim stwierdzeniu że starałam sobie sama poradzić powiedział że samemu to się nie da i potrzeba jest pomocy od innej osoby! Stwierdziłam że to babsko nie będzie mi dyktowało co mogę a co nie, więcej się u niej nie pojawiłam a zdeterminowana wkrotce zażegnałam problem. (Tym razem szybciej niz wcześniej – już byłam bardzo doświadczona…) A teraz? teraz jestem bardzo normalną, wręcz pewną siebie dziewczyna. Wyjście gdziekolwiek nie stanowi dla mnie problemu, potrafię nawet pójść sama gdzieś, np gdy chcę pograć w piłkę – i zapytać obcych lub znajomych ale tylko z widzenia – czy mogę z nimi zagrać. To już jakis sukces. :) Także da się z tego wyjść, nie warto tracić nadziei.

  • bigshaq

    witam, mam 15 lat, wiem dodaje ten post dosyc dlugo od powstania artykulu, ale nie bylem swiadomy ze moje praktycznie codzienne sytuacje z zycia to wiekszosc objawow derealizacji. za wszystko obarczalem depresje, z ktora zmagam sie juz od jakiegos czasu. w zyciu nie bralem benzo, nie robilem nic w kierunku wyjscia z niej. strasznie nie chce i nie chcialem sprawiac rodzinie/znajomym problemow, nie chce byc uznawany za kogos na kim nie mozna polegac bo sam nie radzi sobie ze soba, wiec jesli jest ktos w temacie, moge sam sobie z tym poradzic, bez zadnych tabletek, bez lekarza?

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Hej, zajrzyj na forum zaburzeni.pl albo na grupę na fb: https://www.facebook.com/groups/134518730058114/
      Znajdziesz tam ludzi, którzy Cię zrozumieją, nie przechodź przez to bez wsparcia.
      Jeśli chodzi o Twoje pytanie, leki to raczej rozwiązanie radykalne, kiedy jesteś w naprawdę dużym dołku. I o tym decyduje lekarz, do którego na pewno warto iść. Masz 15 lat, jeśli teraz poradzisz sobie ze swoimi problemami, będziesz silniejszy i szczęśliwszy później. I jeśli chcesz być oparciem dla innych, najpierw musisz sam czuć się dobrze ze swoim życiem. Z DPD walczy się tak, jak z nerwicą lękową, więc postaraj się poczytać o relaksacji, medytacji i pracy z przekonaniami przy zaburzeniach lękowych.
      Uwierz mi, wszyscy mają problemy ze zdrowiem psychicznym i to, że Ty starasz się z nimi walczyć świadczy tylko o rozsądku, nie o słabości.

      Powodzenia

  • Ewelina93

    Czy depersonalizacja/ derealizacja może mieć głębsze podłoże niż problemy z własną psychiką? Jestem po kilku próbach samobójczych i mam wrażenie, że któraś z nich się udała. Teraz jakby w moim ciele jestem uwięziona. Robię wszystko automatycznie, jakby z czyjegoś polecenia. Nie mam praktycznie żadnej bliskiej relacji. Żyję z rodzicami, ale nasze rozmowy są ograniczone do rzeczowych dyskusji. Mam wrażenie, że ciągle kłamią. Czuję się jakbym umarła i trafiła do piekła, a to była jakaś kara. Mam wrażenie, że moje ciało przejęła jakaś inna istota. Oglądałam na youtube Hansa Wilhelma (polecam z resztą), w którym omawiał on temat błądzenia duszy po śmierci. Mówił on, że osoby które za życia żyły materialnie, nie licząc się z innymi, które nie wierzyły w życie pozagrobowe wkraczają w tą samą rzeczywistość w jakiej żyły przed śmiercią, ale z wszystkimi konsekwencjami ich wyborów i tego, co zrobiły. W innym nagraniu mówił on o tym, że w czasie snu dusza wędruje po astralu, czyli przenosi się w miejsca, w których śni, ale jest ona połączona z ciałem i chroniona. Jeśli jesteśmy pod wpływem narkotyków, czy alkoholu to dusza, która odpływa, podobno nie ma już połączenia z ciałem i jakby w to ciało mogą wtargnąć istoty, które są wrogie i które chcą przejąć te ciało. Tak sobie myślę, że może to być jedną z przyczyn odrealnienia. W pierwszym przypadku -tzn. samobójstwa, odczuwa się to świadomie i ja to mam. Czuję się potępiona i bardzo rzadko odczuwam jakieś wyższe emocje. Ludzie wokół jakby karzą mnie za to, co zrobiłam. Tak to odczuwam, jakby to co było złe we mnie kusiło ich, by mnie zwalczać. Z drugiej strony mam wrażenie, że to jest wpisane we mnie. Mam tak duże poczucie winy, że nie mogę nawiązać jakiejkolwiek relacji, bo tak się czuję.

    W drugim przypadku, nadużywanie alkoholu i narkotyki są jakimś otwarciem wewnętrznego świata na ten niższy poziom duchowy o niskich wibracjach. Niebo i piekło jest realne i to wszystko dzieje się w głowie. Albo jesteś w rzeczywistości, albo w matrixie. I myślę, że na ziemi chodzą ludzie szczęśliwi i tacy „przejęci” przez inne istoty, zrobotyzowani. Myślę, że w człowieku jest wpisane sumienie i jeśli w zgodzie z nim nie postępuje tak właśnie się dzieje. Ale co z tymi potępionymi duszami? Czy to się kiedyś skończy? Czasem mam wrażenie, że po śmierci trafię do kolejnej takiej rzeczywistości i to piekło będzie rozgrywać się na nowo. Czasem czuję pod wpływem cierpienia jakby jedna minuta była wiecznością i perspektywa kilkunastu lub kilkudziesięciu lat do mojej śmierci wydaje się być pocieszeniem. Jednak, gdy myślę, co będzie jak już umrę, to boję się, że trafię znowu w podobne miejsce z podobnie nastawionymi do mnie ludźmi, którzy wiecznie mnie karzą, za to, co zrobiłam. Nie czuję wewnętrznie, że mogłabym być bezinteresowna, tak sama od siebie. Dać coś, pracując dla kogoś, w zamian dostając ciągle nienawiść.

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Hej. W moim przeświadczeniu derealizacja to po prostu choroba. Tak samo jak paniczny strach przed śmiercią, piekłem, nieskończonym cierpieniem. Oczywiście, nie jesteśmy pewni co stanie się z nami po śmierci, ale ludzki mózg w zdrowym ciele raczej jest w stanie sobie z tą niepewnością poradzić. Jeśli mogę Ci coś poradzić, postawiłabym na przywrócenie równowagi właśnie w mózgu, czyli w skrócie udanie się do psychiatry, który pomoże Ci przejść przez życie bez derealizacji, ciągłego strachu i nerwów. Będziesz mogła jak reszta ludzi spokojnie i z dystansem patrzeć na swoje życie, cieszyć się nim i w końcu umrzeć bez żadnych „skutków ubocznych”. To jest coś, w co ja wierzę, zaufaj komuś z większą wiedzą o neurologii niż my 😉 Powodzenia

  • Magdalena Ostrowska

    Moja znajoma też miała takie problemy. Spotkałyśmy się już po tym jak odbyła terapię w warszawskim ośrodku Psychologgia. Pamiętam, że jak mieszkałyśmy razem na studiach i zdarzyło mi się zaobserwować jak się czasami zachowywała. Drapała się nożyczkami, cyrklem, różnymi przedmiotami po gołej skórze wpatrując się w nią tępo. Potem opowiadała, że po prostu miała wrażenie, jakby nie była w swoim ciele.

  • Dagmara

    Cześć, dobry artykuł. Niewiele osób na świecie wgl wie, że istnieje takie zaburzenie jak depersonalizacja. Kiedy ja zaczęłam się zmagać z uczuciem nierealności, strasznie się bałam – że zwariowałam, że już zawsze będę tak odczuwać, jak przez jakąś zasłonę. Ja jednak polecam też konsultację z terapeutą. Mi pomogła. W Psychologgi w Wwie terapeutka potrafiła mnie uspokoić, kiedy wpadałam w panikę. Myślę, że warto czasami poprosić o pomoc kogoś z zewnątrz.