MENU

Nie planuj własnych porażek!

zdjęcie: Nima Badiey

zdjęcie: Nima Badiey

Brałeś kiedyś udział w próbie generalnej? Nieistotne czego- szkolnej uroczystości, prezentacji ważnego projektu w biurze, wykonania telefonu (ja nadal przed każdą rozmową muszę mieć w głowie pierwszą kwestię). Wszystkie próby generalne opierają się na tej samej zasadzie, mają przygotować uczestników do działania według pewnego schematu. I jeśli się przyjrzysz, robisz takie próby codziennie.

Poza nieprzewidzianymi sytuacjami, masz jakiś pomysł na większość swoich doświadczeń. To, że nie robisz próby kostiumowej, nie oznacza, że się nie przygotowujesz. Wszystko rozpoczyna i kończy się w Twojej głowie.

Jeśli tylko mamy chwilę, by pomyśleć o przyszłych wydarzeniach, tworzymy scenariusz. Naszą osobistą wizję przyszłości. Na przykład przed rozmową o pracę, wyobrażamy sobie jak ona może wyglądać. I chociaż to tylko wyobraźnia, tak naprawdę przygotowujemy siebie do konkretnych działań. Jeśli nasze scenariusze są czarne, zwyczajnie przygotowujemy siebie do porażki. Wiele razy przekonałam się, że korzystam z zaplanowanych wyjść awaryjnych, nawet jeśli jeszcze nie muszę. Tylko dlatego, że coś poszło nie tak, a ja wiem jak się wycofać. Przemyślałam to, miałam w głowie całą procedurę, robiłam to więc niemal automatycznie.

Zrozumiałe jest, że każdy z nas chce wiedzieć, gdzie jest wyjście awaryjne. Ale tylko niektórzy spędzają wiele godzin na obsesyjnym szukaniu wad w planie. Punkt po punkcie, analizują możliwe sytuacje kryzysowe, szukając rozwiązań lub zwyczajnie przygotowując się na klęskę. W rezultacie, podejmując wyzwanie, wiedzą jak przegrać jednocześnie nie mając śmiałości, by pomyśleć o wygrywaniu. 

Nie bój się myśleć pozytywnie

Jak się oduczyć planowania katastroficznych wersji wydarzeń? Na początku wypadałoby zrobić coś z tym „chcę mieć wyjście awaryjne”. Pisałam o tym niedawno- zapisz i ubezpiecz się. A potem przestań o tym myśleć. Jedyne co musisz zrobić teraz, to znaleźć plan, który rzeczywiście chciałbyś urzeczywistnić. Dokładnie opracować i wyobrazić sobie powodzenie. A potem jeszcze raz wyobrazić. I jeszcze raz. Jeśli ta wizja będzie „wyjściowa”, tj. jeśli będzie pojawiać się jako pierwsza przy danym haśle, osiągnąłeś odpowiedni rezultat.

W momencie, w którym nauczysz się, że to ta pozytywna wizualizacja jest jedną z najlepszych metod jego osiągania, będziesz próbował uskuteczniać cały proces. Z takim przygotowaniem, nie zaczniesz mówić niewyraźnie przy okazji ważnej prezentacji, tylko dlatego, że coś poszło nie tak, a to jest reakcja, którą Twój mózg uważa za odpowiednią (bo to mu wielokrotnie pokazałeś). Gdy w domu, w nocy, coś niespodziewania Cię wystraszy, nie wpadniesz w panikę tylko dlatego, że dokładnie tego od siebie oczekujesz.

Jest jeszcze jeden mechanizm, który skutecznie powstrzymuje nas przed wyobrażaniem sobie powodzenia, mianowicie przekonanie, że licząc na sukces, możemy się zawieść. Problem leży tu w interpretacji porażek. Choć ja używam tych nazw (porażka, niepowodzenie), dla mnie nie są one nacechowane pejoratywnie. Staram się je wyeliminować, jednak nie traktuje ich jako koniec świata, czy choćby potwierdzenie jego beznadziejności. Myślę, że takie podejście w dużej mierze pozwala wyeliminować uczucie zawodu, ale motywujące podejście do porażek, to zdecydowanie materiał na oddzielny artykuł. Mogę mieć tylko nadzieję, że będziesz tu dalej zaglądał.

Jeśli zdecydujesz się wypróbować taką wizualizację w konkretnym działaniu, naprawdę będę się cieszyć z informacji zwrotnej. Nawet jeśli Ci się nie uda 😉

  zdjęcie: dhammza

Written by:

Published on: 5 kwietnia 2013

Filled Under: Depresja, Motywacja, Nerwica

Views: 1520

  • http://szczesliwe-ja.blogspot.com Croatoan

    Racja, dokładnie tak jest. Pierwsza jest zawsze myśl. Myśl jest przeszłościowym potwierdzeniem przyszłości. Dlatego wielu ludzi uważa, że ich przeznaczeniem jest klęska przez samo takie myślenie :)