MENU
8485649925_b518235052_b

Działaj mimo paraliżującego lęku

Niezależnie od tego kim jesteś, Twoja swoboda zawsze pozostanie ograniczona. Nawet najbardziej odważni jak strażacy, rewolucjoniści czy nawet nauczyciele mają swoje granice. Im bardziej Ty jesteś świadomy swoich barier, tym lepiej dla Ciebie.

Dlaczego? Bo jeśli nauczysz się przy okazji, że ze strachem można pracować, nigdy nie uznasz jakiejś dziedziny życia za po prostu „nie Twoją”.

Zanim przejdziemy dalej i wyjaśnię Ci na czym polega podstawowy błąd osób walczących ze swoimi lękami, musimy wyjaśnić sobie jeszcze jedno. Strach może paraliżować na różne sposoby.

Mogłeś kiedyś poczuć, że Twoje ciało zablokowało się i po prostu nie pójdzie dalej. Ale mogłeś też zorientować się w pewnym momencie, że pomijasz pewne czynności, przekładasz projekty na ostatnią chwilę. Takie zachowanie nazywamy prokrastynacją i bardzo często wiąże się dokładnie z tymi samymi problemami.

Fundamentalny błąd

Jak zwykle, gdy mówimy o lęku, największym problemem jest błędne koło.

Gdy lęk utrudnia nam działanie błędne koło zaczyna się w momencie, w którym wykonujemy wydawałoby się najbardziej naturalną czynność w takim przypadku- staramy się zmusić do podjęcia akcji. Bez względu na to, czy chodzi o walkę z fobią, trochę mniej zogniskowany strach przed np. wychodzeniem z domu czy interakcjami społecznymi, czy o zwykły stres w pracy uniemożliwiający nam podejmowanie się trudniejszych projektów.

Niezależnie od tego, czy już teraz widzisz błędy w tym podejściu, to jest naturalne nastawienie. Nie możesz czegoś zrobić, więc starasz się bardziej, mocniej. Widać to doskonale w zarówno krytycznym jak i motywującym dialogu wewnętrznym. Widać to w piciu kawy, stawianiu się w sytuacjach bez wyjścia („no teraz to już będę musiał rozmawiać z ludźmi”), w mówieniu znajomym o swoich postanowieniach, by tylko zwiększyć presję.

Jeśli zwyczajnie Ci się nie chce lub nie widzisz sensu w tym, co koniecznie musisz zrobić, presja jest pomocna. Ale nie jeśli się boisz. Dlatego właśnie warto poznawać swoje stresory i wiedzieć, które metody mają w ogóle szansę Ci pomóc.

Jak sobie poradzić?

Na opisaną przeze mnie zależność zwróciła uwagę Claire Weekes wprowadzając swój koncept swobodnego płynięcia. Jest skuteczny, niezwykle potężny i… brzmi odrobinę absurdalnie. Ale mimo lekkiego uśmiechu, który może wzbudzić na Twojej twarzy, spróbuję pokazać Ci jego „skuteczną” stronę. Jak to mówił jeden z bohaterów filmowych Woody’ego Allena- whatever works 😉

Metoda wiąże się z bardzo silną metaforą, która pozwala na szybkie przyswojenie. Niezwykle mocno wpływa na nasze ciało i pewnie dlatego jest tak dobra. Ale do rzeczy, na czym polega swobodne płynięcie?

paraliżujący strach

Zdjęcie: Thad Westhusing

Naszym celem jest zmniejszenie napięcia, nie zwiększanie go zmuszając się do działania. Żeby to osiągnąć, wyobraź sobie, że wykonujesz najbardziej niewymagającą czynność na świecie- dryfujesz. Wyobraź sobie, że nie napinasz wszystkich mięśni, żeby rzucić swoje ciało w wir pracy, ale odpręż się, podobnie jak musisz całkowicie odprężyć się, by unosić się na wodzie. Lekko i swobodnie, bez żadnego przymusu.

Weekes pisze o tym, że w przypadku wielu jej pacjentów szczególnie pomocne  było wyobrażenie sobie siebie na fali, chmurze czy innym nietypowym środku transportu, który lekko ponosi Cię ku celowi. Nie mogę powstrzymać się od zacytowaniem jednej z pacjentek, której ogromnym problemem był lęk przed wejściem do sklepu. Gdy nauczyła się używać tej metafory po powrocie z udanej wycieczki stwierdziła:

„Proszę mnie nie zatrzymywać. Nadal pływam. Czy chce Pani, żebym popłynęła po coś jeszcze?”

Jej problem polegał na tym, że w chwili strachu naciskała na siebie coraz bardziej tworząc niezwykle złe skojarzenia powiązane z tym działaniem. A wyobrażając sobie obłok, który praktycznie niesie ją do celu, przestawała utrzymywać to napięcie i jednocześnie przestawała blokować sobie możliwości.

Jeśli czujesz, że cokolwiek w Twoim życiu może wywoływać u Ciebie  wstrzymujący przed działaniem lęk, nie próbuj nawet przeć naprzód mimo wszystko. Zamiast tego odetchnij i użyj wizualizacji  najbardziej łagodnej i przyjemnej drogi, jaką możesz sobie wyobrazić.

Written by:

Published on: 23 marca 2014

Filled Under: Nerwica

Views: 10054

  • a

    Brzmi fajnie… zadziwiająco prosto. ale ja chyba bym nie umiała.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Wszystko co działa wymaga ćwiczeń :) A wizualizacje naprawdę warto oswoić, bo przynosi mnóstwo korzyści. Na pewno będę pisała kiedyś o tworzeniu własnych metafor pomagających w życiu, mam nadzieję, że to Ci pomoże 😉

  • http://magdabednarczyk.pl Magda

    Interesujące.
    Polecisz coś, gdzie mogłabym przeczytać o tym więcej?

    • Agnieszka Pietruczuk

      Zdecydowanie samą Claire Weekes. Pisała o tym w książce „Kompletna samopomoc dla twoich nerwów”. Poza tym jeśli interesuje Cię tematyka, to warto sięgać do autorów zajmujących się konkretnie lękiem. Głównie dlatego, że czasami wydaje się, że tylko oni pojmują ogromną przepaść np. w kwestii motywowania osób „lękliwych” właśnie z uwagi na to ciągłe napięcie 😉

  • Kasia

    Witam wszystkich:) trafiłam na tą stronę przypadkowo ale bardzo się cieszę:) cierpię na nerwicę lękową więc ta strona jest dla mnie bardzo pomocna:) Jestem w trakcie czytania właśnie książki Claire Weekes. Mam jednak pytanie!:) nie rozumiem do końca tej metody:( co w takim razie mam robić?

    • Agnieszka Pietruczuk

      Kasiu, spróbuj spiąć wszystkie swoje mięśnie najbardziej jak możesz. Zacisnąć pięści, zagryźć szczękę itp. A potem rozluźnij całe ciało :) Ta metoda ma pomagać Ci przechodzić właśnie od stanu pierwszego do drugiego w sytuacjach, gdy musisz zrobić coś, co wymaga Twojego wysiłku. Niezależnie od tego, co u Ciebie wywołuje lęk. Powiedzmy, że boisz się szpitali. Stajesz przed drzwiami przychodni i czujesz napięcie. Wtedy właśnie możesz wyobrazić sobie, że jesteś unoszona. Możesz nawet na chwilę zamknąć oczy i wyobrazić sobie jakąś chmurkę albo falę, która Cię unosi. Rozluźniasz wszystkie mięśnie i bez podnoszenia napięcia dryfujesz dalej. Robisz to dokładnie (!) w ten samym sposób, w jaki rozluźniasz się pływając na plecach. Trochę rozjaśniłam? :)

      • czarny jeż

        przepraszam ale dla mnie jest to trochę głupie. Po pierwsze powołam się na sytuację ze szpitalem. Jak mam rozluźnić całkowicie mięśnie (jak do unoszenia się na wodzie) i jednocześnie iść dalej, bo rozumiem że mój wymyślony obłok tudzież woda mnie realnie nie popchnie, to wydaje się być dobrym ćwiczeniem relaksacyjnym, do wykonywania na kozetce lub w łóżku a nie do używania w przypadku realnych działań, to raz a dwa, nie wydaje się Wam że pewne lęki, na przykład przed wejściem do sklepu z różnych powodów nie są kwestią tylko i wyłącznie zablokowanych mięśni ale czegoś na poziomie psychiki? Napięte mięśnie to tylko objaw tego co dzieje się w głowie. Gdy przekroczę próg sklepu wcale nie będzie lepiej, albo może podczas całych zakupów mam sobie wyobrażać chmurkę? Dla mnie to jak leczenie objawów a nie przyczyn.

        • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

          Hej, dzięki za opinię 😉 Cała ta metoda opiera się na wiedzy na temat błędnego koła lęku i ucieleśnienia emocji. Gdy się boisz, Twoje ciało zachowuje się w pewien specyficzny sposób, który jest jednocześnie informacją zwrotną. Zwracasz uwagę na to, że masz napięte mięśnie i boisz się bardziej.
          Niestety w przypadku fobii bardzo często nie ma jednej przyczyny, którą da się wyrazić jako problem psychiczny i dlatego sposoby behawioralne mają tak dużą skuteczność. Większość osób z takim zaburzeniem boi się bardziej swojej reakcji niż obiektu lęku. I napięte mięśnie są tu częścią problemu, której likwidacja może w dużej mierze pomóc.

          A co do techniki – wyobrażasz sobie, że rozluźniasz mięśnie jakbyś unosił się na wodzie. Jeśli masz dobrą wyobraźnię (wierzę, że możesz mieć), spróbuj usiąść wcześniej i wtedy się zrelaksować. Jak już wstaniesz i zaczniesz iść/płynąć, to Twoje ciało raczej dostosuje napięcie do chodu, ale będzie ono mniejsze.

  • Knight

    Dziewczyno, twoje teksty są wyśmienite, czyta się je świetnie i dają mi bardzo dużo! Wielkię dzięki!

  • Paweł

    Wielokrotnie działałem mimo olbrzymiego lęku. Walczyłem na okrągło, mimo zmęczenia i okropnego – dosłownie okropnego, obrzydliwego i wyniszczającego uczucia jakie temu towarzyszyło. Czy czułem się po tym lepiej? Czy napięcie potem uchodziło? Czy stawałem się silniejszy? Rzecz w tym, że nie bardzo. Ponieważ to było tylko moje wyobrażenie, moja interpretacja. Dlatego nie ma sensu walczyć ponieważ to napiera jeszcze bardziej. Lepiej jest złapać oddech, zmienić perspektywę na bardziej konstruktywną by zobaczyć jak głupie i bezpodstawne były lęki, obawy i towarzyszące temu symptomy. Dlatego zamiast płynąć pod czasami lepiej jest odpuścić i zacząć płynąć z nurtem.

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Hej, zdecydowanie się zgadzam. Nauka odpuszczania jest naprawdę ważna. Zwłaszcza dla ludzi, którzy mają ciągłą potrzebę kontrolowania sytuacji (taka ja 😉 ).

  • ona

    nie do konca sie z tym zgadzam, jak sie nie raz nie zmusze to potem czuje sie jeszce gorzej.ze nic nei zrobilam, ze zmarnowalam czas, okazje, cokolwiek.najgorsze jak sie cos przez taki lęk zawali. czuje sie lepiej gdy dzialam, sęk w tym , ze najtrudniejsze jest to, by sie do tego zmusic, miec siłę, sorry ale jakies dryfowanie mi nie pomaga :(

    • http://cloudymind.pl/ Agnieszka

      Hej, jak najbardziej masz rację – to marnowanie szans na działanie i taka apatia wpływają na nas negatywnie. Chodzi właśnie o to, żeby coś robić. Ale ja proponuję inny sposób, by się do tego „zmusić”. Wynik jest taki sam: robimy coś. Tylko ta taktyka daje większe szanse na zrealizowanie zamierzonego działania.
      Może na Ciebie nie działa, jasne. Ale może nie udało Ci się odpowiednio zrelaksować i odpuścić, może warto spróbować jeszcze raz, z innym wyobrażeniem?