MENU
wildcard_credit-Will-Merydith

Nie ubóstwiaj siebie! Nie jesteś najlepszy

Zawsze miałam wrażenie, że sportowcy posiadają najbardziej zaawansowane systemy motywacyjne- teraz już wiem dlaczego. Nie tak dawno musiałam nauczyć się biegać na długie dystanse i postanowiłam parę z nich przetestować.

Kilka podejść zajęło mi odkrycie, że najlepiej być dla siebie wsparciem, krzyki i groźby na mnie nie działają, a następny tydzień przeznaczyłam na czytanie o tym, że nie tylko mój umysł tak działa.

Czy naprawdę motywuje nas krzyk?

Całkiem nieświadomie jako pierwszą taktykę wybrałam motywowanie się przez porównanie do innych ludzi. Schemat znany wszystkim: mówisz sobie, że jesteś po złej stronie, część ludzi jest po dobrej i uznajesz że możesz po prostu przejść na tę lepszą stronę i na niej pozostać.

Jesteś głupi, ale możesz być mądry. Jesteś gruby, ale możesz być szczupły. Jesteś mało utalentowany, ale możesz w sobie coś odkryć. Więc krzyczysz na siebie i krytykujesz się za te wszystkie cechy, których nie cierpisz, żeby się zmotywować. Sęk w tym, że schemat nie działa dla większości ludzi. Większość ludzi, którzy się rozwijają, nie czuje do siebie nienawiści.

Badania na ten temat sugerują, że postawa, która wpływa na naszą motywację do zmiany, nie jest związana z wysokim stopniem krytycyzmu. Leary pokazał, że osoby traktujące swoje porażki z wysokim stopniem akceptacji są bardziej skłonni do brania odpowiedzialności za swoje działania. Wnioski z badań Breines i Chen wskazują, że postawa nastawiona na bycie życzliwym i współczującym w przeciwieństwie do oceniania swoich działań wpływa pozytywnie zarówno na przekonanie o możliwości dokonania zmiany, jak i motywację do rozwoju. Wiele innych badań wskazuje na związek krytycyzmu z mniejszą zdolnością do osiągania celów.

Więc co działa? Jaką postawę przyjmują ci, którzy potrafią mobilizować się do działania?

W którymś momencie, zapewne metodą prób i błędów, udało mi się to odkryć. Zbudowałam poczucie bezpieczeństwa i zapewniłam siebie, że będzie dobrze. Krótko mówiąc, stworzyłam świat pełen jednorożców, tęczy i baloników 😉 I to podziałało- od tego czasu mogłam biegać cały dystans za każdym razem.

Jak się okazało później, moje zachowanie wpisuje się w podejście zaproponowane przez Kristin Neff. Przez lata badała ona, jak relacja ze sobą wpływa na nasze życie i wypracowała postawę nazywaną self-compassion.

Jak twierdzi, nie jest to sposób na ocenianie siebie (w taki sposób, jak samoocena), ale relacja, w jakiej jesteśmy ze sobą. I jest to dość wyjątkowa relacja, bo oparta na życzliwości.

Krótko mówiąc, Neff radzi traktować siebie, jak przyjaciela: wspierać się, zachęcać do aktywności, pocieszać. I dokładnie tak, jak w przypadku przyjaciół, nie oceniać.

Self-compassion opisuje się trzema głównymi komponentami, mianowicie bycie dla siebie życzliwym, samoświadomość i poczucie człowieczeństwa. Część pierwszą można podsumować cytatem:

Mówimy do siebie rzeczy, których nigdy nie powiedzielibyśmy osobie, o którą się troszczymy.

To nasz największy problem. Potrafimy odnosić się do siebie, jak do wroga, który właśnie zaatakował nasze największe dobro. Ale to nie pomaga. W przeważającej ilości przypadków osoba, która usłyszy- także od siebie- że jest beznadziejna, nie zmotywuje się do zmiany.

Komponent drugi, samoświadomość, pozwala odczuwać wszystkie negatywne emocje jednocześnie nie identyfikując się z nimi nadmiernie.

Self-compassion to nie dążenie do doskonałości

Ostatni komponent, którego nazwa jest tak intrygująca stawia przed nami wyzwanie spojrzenia na siebie jako jednego z wielu. Jeśli zaczniesz traktować siebie jak część społeczeństwa, jest duża szansa na to, że odkryjesz parę naprawdę ważnych rzeczy.

Przede wszystkim to, że nie możemy być wszyscy zawsze lepsi od większości. Neff zwraca uwagę na to, że bycie przeciętnym (czyli bycie w większości), jest określeniem pejoratywnym. Średnie wystąpienie to złe wystąpienie, średni artykuł to zły artykuł. A jednak, większość z nas będzie przeciętna. I prawie zawsze znajdzie się ktoś lepszy od Ciebie.

Inna prawda wynikająca z tego, że jesteśmy ludźmi: każdy z nas popełni jakieś błędy. To nie jest stan nienaturalny, dziwny czy niesprawiedliwy. I okazuje się, że ludzie, którzy zdają sobie sprawę z tego, że nigdy nie będą doskonali i nie reagują na każde niepowodzenie szokiem i niedowierzaniem, są szczęśliwsi.

Osoby, które cierpią na depresję lub nerwicę niezwykle często wpadają w pułapkę czucia niechęci do wszelkiego rodzaju porażek. Niesamowity strach przed popełnieniem błędu wręcz wstrzymuje przed działaniem. Tymczasem idea self-compassion pokazuje nam, że może rozwiązaniem nie jest próba poprawienia własnej samooceny, a odseparowanie się od niej, poczucie więzi ze sobą, a także zaakceptowanie faktu, że porażki, wady i przeciętność to część naszego życia.

zdjęcie: Will Merydith

Written by:

Published on: 9 października 2013

Filled Under: Depresja, Perfekcjonizm

Views: 6633

  • OCZ

    Po pierwsze, gratuluję postępów w bieganiu; wprawdzie wpis z przed roku, ale mam nadzieję, że nadal kultywujesz to zajęcie..? :) Sam też trochę trenuję, postępy są niewielkie, ale na początku trudno się spodziewać cudów…

    Trochę przygnębia mnie fakt, że do zmotywowania się trzeba sobie stworzyć „świat pełen jednorożców, tęczy i baloników”. Nie bardzo potrafię zakładać różowe okulary i myśleć na przekór bez jakichś empirycznych podstaw. Brzmi to dla mnie trochę sztucznie i nieuczciwie – jak coś zawalam, to należy mi się za to opieprz, a nie poklepanie po ramieniu.