MENU
7111395641_cab5fd9947_c

Jak się angażować, by nie bać się rozczarowania

zaangażowanie

zdjęcie: fiddle oak

Słyszę „nie chcę się zawieść” średnio trzy razy w tygodniu. Od osób, które boją się decydować, działać. Nie wiedzą, jak się angażować, jak oddać się w pełni jakiejś aktywności. W rzeczywistości przełamanie tego strachu nie jest takie trudne i wymaga kilku zmian w postrzeganiu swojego życia. I kluczem zawsze jest odpowiedź na pytanie:

„A co, gdy się nie uda”?

No właśnie, co wtedy? Owszem, jeśli masz jakiś plan i powiedzmy, dziesięć punktów do zrealizowania, możesz czemuś nie podołać. Może przepaść bezpowrotnie.

Pralnię mogli zamknąć wcześniej, mogłeś całkowicie zawalić egzaminy, mogłeś zostać zwolniony z pracy. Tak, tego zdecydowanie nie było na Twojej liście. Jednak jakby lekceważąco to zabrzmiało, to nie koniec świata. Ale angażowałeś się całkowicie, mówisz? To nic złego, musisz tylko zrozumieć parę spraw.

Masz wiele dróg do celu

Jeden z czołowych szachistów, zapytany o swoje życiowe plany, stwierdził, że gdy jego kariera się skończy, bez żalu zajmie się czymś innym. Czy to brak zaangażowania? Nie. Dla niego, celem jest spełnianie się, nie konkretna czynność. Dlaczego? Ponieważ uważa to, co robi, za swój wybór.

Popełniamy ten błąd niewiarygodnie często. Mówimy, że jesteśmy do czegoś stworzeni. Nasze zaangażowanie opiera się na przekonaniu, że nie potrafilibyśmy robić niczego innego, a to konkretne zajęcie jest naszym przeznaczeniem. Pomijamy kompletnie moment, w którym dokonaliśmy wyboru. Podobnego schematu (a nawet wyrażenia), używamy w przypadku związków. Powtarzamy „jesteśmy dla siebie stworzeni”, chociaż tak wiele przypadkowych czynników wpłynęło na tę konkretną znajomość.

Takie przekonania prowadzą do odebrania sobie wyboru i automatycznie, nasuwają nam życiową rolę do spełnienia. Nie zapominaj, że ról jest naprawdę wiele, podobnie jak misji, fantastycznych scenariuszy i pasji. I do żadnej nie jesteś stworzony. Nawet, jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, w pewnym momencie wybrałeś swoje „przeznaczenie” i ciężko nad nim pracowałeś. Rozczarowanie nie pojawi się, jeśli tylko będziesz pamiętał o tym, że to nie była jedyna możliwa droga do szczęścia i zawsze możesz wybrać nową.

Możesz teraz przypomnieć sobie coś, w co włożyłeś ogromny wysiłek, a potem okazało się, że wszystko „na darmo”. Pewnie z perspektywy czasu, widzisz już, że to nie był „koniec świata”. Ale może dalej wyrzucasz sobie ten stracony okres. Zmarnowałeś tyle czasu i energii. I na co?

Nie czekaj na efekty

Chociaż efekty dobrze wykonanej pracy bywają naprawdę fajne, nie uzależniaj od nich wszystkiego. Zwłaszcza dobrego nastroju. Słyszałam już wielu ludzi mówiących „uspokoję się, jak to skończę” albo „gdyby tylko to się udało, byłabym szczęśliwa”. To takie zakamuflowane stawianie sobie warunków.

I nie mówię, żebyś usiadł i był szczęśliwy, bo to nie jest takie proste. Ale może zacznij od zniesienia wszystkich ograniczeń, które na siebie nakładasz. Nie mów sobie, że będziesz się cieszył życiem po skończeniu projektu. Gdy skończysz projekt, pojawi się następny, a potem jeszcze coś. A jeśli projekt okaże się klapą, przeżyjesz ogromne rozczarowanie. Chyba, że już wtedy będziesz uważał, że życie jest całkiem przyjemne.

Ciekawe wnioski na temat poziomu szczęścia dostarczyli twórcy serwisu Trackyourhappiness. Dzięki aplikacji na telefon, użytkownicy portalu mogli odpowiadać na pytania dotyczące swojego nastroju. W ankiecie pojawiły się między innymi pytania dotyczące biegu myśli w konkretnym momencie. Okazało się, że ludzie, którzy myśleli o czymś innym, niż czynność wykonywana w danej chwili, mieli ogólnie gorszy humor. Niezależnie od tego, co robili i o czym konkretnie myśleli.

Czerpanie przyjemności z aktywności, niezależnie od efektów, sprawi, że nigdy nie zapytasz „co ze zmarnowanym czasem”?. Czas nie jest zmarnowany, jeśli daje Ci satysfakcję i przyjemność.

Nawet jeśli już nauczysz się, że Twoje szczęście zazwyczaj ma o wiele więcej wspólnego z interpretacją niż z okolicznościami, możesz zrobić coś jeszcze. Coś, co ma na celu głównie zmniejszyć Twój lęk przed porażką.

Nigdy nie kończ procesu

Etapy w naszym życiu mają to do siebie, że się kiedyś kończą. A jednak, jeśli nauczysz się postrzegać pewne czynności, jako część bardziej ogólnego planu, marne efekty będą wydawać Ci się mniej… katastroficzne.

Jedna nieudana rozmowa kwalifikacyjna to nie koniec Twojej kariery, ostra krytyka to nie ostateczne potwierdzenie Twojej beznadziejności, a jeden nieudany związek to nie śmierć całego życia towarzyskiego. Gdyby każdy tak myślał, nie mielibyśmy obecnie szczęśliwych ludzi, wynalazków, czy dobrych sportowców.

Jeśli nie rozpatrywać porażek w takich kategoriach, to jak? Traktuj je jak wskazówki, które pozwolą Ci nie powtarzać tych samych błędów.

Jak się angażować: praca z kartką i ołówkiem

Cieszę się, że przeczytałeś o tych ważnych przekonaniach. Niestety ich zmiana, nawet jeśli ją postanowisz, nie jest taka prosta. Wymaga zmiany interpretacji, skierowania uwagi na inne aspekty sytuacji, ale także działania. Zrób jedną rzecz, żeby przez ten tydzień ćwiczyć swoje nastawienie. Weź kartkę i napisz na niej hasło opisujące sytuację, w którą boisz się zaangażować.

Załóżmy, że boisz się zabrać głos podczas dyskusji bardziej wykształconych od Ciebie ludzi. Mógłbyś zaangażować się w tę znajomość, ale boisz się, że jeśli polegniesz i nikt Cię nie zaakceptuje, to będzie tylko dowód na Twoją niską wartość. Straszne przekonanie.

Zastanów się i zapisz na kartce, dlaczego właściwie chcesz to zrobić. Chcesz się rozwijać, być pewnym siebie, czy czerpać przyjemność? Może coś innego?

Wymyśl dokładnie trzy inne czynności, które mogłyby Ci pomóc realizować tę wartość, gdyby to nie wypaliło.

Zapisuj, czego się nauczyłeś po każdej rozmowie. Co działa, co nie działa? Jak to rozwiązać, co można poprawić? Ucz się na błędach.

Wypisz dziesięć powodów, które sprawiają, że sama rozmowa jest ekscytująca. Wyobraź sobie, jak się spełniasz słuchając rozmówców i jaką przyjemność sprawia Ci sprawdzanie kolejnych hipotez. Zrób to tak, żebyś już teraz, w tym momencie chciał wstać i zapisać się do klubu dyskusyjnego 😉

Jeśli wpis Ci się spodobał, koniecznie polub fanpage 😉

Written by:

Published on: 29 kwietnia 2013

Filled Under: Motywacja, Perfekcjonizm

Views: 5865

  • Chezus

    Ja jako człowiek, którego życie jednak jest usłane porażkami, a i zajmował się w swoim życiu wieloma skrajnie różnymi rzeczami, to pozwolę się sobie wypowiedzieć. Porażki często nawet umacniają, jeżeli potrafi się z nich wyciągać wnioski, ale nie na nich warto się skupiać. Warto za to się angażować w różne ciekawe, nawet z naszego punktu widzenia niepokrywające się z naszą obecną, czy planowaną przyszłością. Doświadczenia biorące się z takich epizodów są nieocenione, a i nieraz pomagają znaleźć inną drogę, czy odkryć w sobie dodatkowe umiejętności i predyspozycje.

    Podsumowując, to stabilizacja jest dobra, ale jeśli uwolnimy się od przywiązania do swojego teraźniejszego lub wymarzonego scenariusza, to możemy tylko na tym zyskać. Chociażby ten komentarz, który jest komentarzem człowieka, teoretycznie nie mającego nic wspólnego z psychologią.

    • Agnieszka Pietruczuk

      Jeśli coś Ci sprawia przyjemność i nie masz pojęcia jaki to ma cel, to też dobrze. Trzeba tylko uważać, żeby nie wpaść w pułpakę brak kontroli/brak bezpieczeństwa;) Ale poza tym nowe doświadczenia, nawet jeśli te związane z negatywnymi emocjami, ogólnie są fajne.

      • Chezus

        Celem jest rozwój własnej osoby, sprawdzanie siebie i działanie w nietypowych i nowych sytuacjach. Pewna radość (wiem, że to pisane przeze mnie brzmi dziwnie) płynąca z tego, że poradziliśmy sobie w kryzysowej sytuacji jest nagrodą, a zdobyte doświadczenie tylko i wyłącznie pomaga, choć czasami ciężko w to uwierzyć, w sukcesach na naszej wymarzonej drodze, bo kto wie, czy niedługo, po chwilowych burzach, na nią nie wrócimy.

        A zatracenie się w pozornej wolności i przyzwyczajenie do braku stabilizacji rzeczywiście nie jest zbyt dobre, ale lekki dystans do tego wszystkiego jest wielce wskazany.